Likwidacji urzędu

Zamiar likwidacji działalności gospodarczej nakłada na przedsiębiorcę obowiązek dokładnego podsumowania prowadzonych w ciągu trwania działalności rejestrów, ponadto jednak, będzie on także musiał sporządzić nowe wykazy. Dotyczy to zarówno podatników, którzy prowadzą podatkową księgę przychodów i rozchodów, jak i prowadzących ewidencję samych przychodów ryczałtowców. Jak wyrejestrować spółkę w KRS Port Gdynia: kolejny etap budowy Publicznego Terminalu Promowego. AKTUALNOŚCI PORTY 18 September 2020. Świnoujście. Czas na operatora głębokowodnego terminala kontenerowego! Golecki: Jestem przeciwny likwidacji urzędu Rzecznika Finansowego 10 września 2020, 14:10 Ten tekst przeczytasz w mniej niż minut ę. Udostępnij na Facebooku. Udostępnij na Twitterze ... Wykaz składników majątku na dzień likwidacji działalności. Zgodnie z art. 24 ust 3a ustawy o PIT drugim dokumentem, który należy utworzyć, gdy następuje likwidacja działalności, jest wykaz składników majątku, które pozostają na dzień likwidacji w firmie. Będą to nie tylko środki trwałe, ale także wyposażenie, które w dniu likwidacji pozostaje w działalności. Listy, wystąpienia i apele. Pracownicy, samorządowcy i związkowcy interweniują w sprawie likwidacji Urzędu Morskiego w Słupsku. Przed świętami sprawę omawiano na posiedzeniu Komisji Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej Sejmu. W przyszłym tygodniu tematem zajmie się komisja senacka. Przede wszystkim, po tym jak wspólnicy podejmą decyzję o rozwiązaniu spółki, otwiera się proces likwidacji, zaś do nazwy spółki zostaje dodane określenie “w likwidacji”. Uchwała podlega zgłoszeniu do Krajowego Rejestru Sądowego, zaś zmiana danych spółki podlega zgłoszeniu do urzędu skarbowego (formularz VAT-R ... - Rzecznik rozpatruje skargi w sytuacjach, w których nie została uwzględniona reklamacja klienta w zakresie usług oferowanych na rynku finansowym – mówi w wywiadzie dla 'Dziennika Gazety ... Spis z natury dla celów VAT. Spis z natury dla celów VAT powinien obejmować wszystkie składniki pozostające w firmie na dzień likwidacji, przy których nabyciu przedsiębiorca miał prawo do odliczenia VAT (towary handlowe, materiały, wyposażenie, środki trwałe).Remanent sporządzony dla celów podatku VAT podatnik musi złożyć do urzędu skarbowego wraz z deklaracją ... Urząd Morski w Słupsku jednak zostaje. Kancelaria premiera negatywnie zaopiniowała projekt likwidacji tego urzędu przygotowany przez Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Zgodnie z projektem Urząd Morski miał przestać istnieć już pierwszego stycznia 2020 roku. Po negatywnej opinii kancelarii prace nad projektem wstrzymano.

Nowomowa Jędraszewskiego i samogwałt Marszu Powstania Warszawskiego.

2019.08.07 20:44 Gazetawarszawska Nowomowa Jędraszewskiego i samogwałt Marszu Powstania Warszawskiego.

Nowomowa Jędraszewskiego i samogwałt Marszu Powstania Warszawskiego.

ADMINISTRATOR +PUGNA+ 05 AUGUST 2019
Autoagresja, samogwałt polinowych nazioli, patriotów, kleru, ONR- owców, oraz oskarżonych w sądzie antysemitów jest już w Polsce zjawiskiem typowym. Towarzyszy temu nadbudowa nowomowy posługująca się na nowo intelektualnie skompromitowanym pojęciem „marksizmu kulturowego” lub „lewactwa” co wydawało się już być jedynie zjawiskiem historycznym, mającym swój wzlot i początek upadku w rewolucji żydowskiej Europy Zachodniej roku 1968. Pojęcie „marksizmu kulturowego” jest arcyniebezpiecznym systemem żydowskiej nadbudowy w polin podrzucającym dołom ”nacjonalistycznym” narzędzie auto okaleczania się, samogwałtu w procesie samookłamywania się w kwestii diagnozowania przyczyn obecnego upadku Polski i wysiłku podjęcia działań ratunkowych.
W jakimś głębszym kontekście, może sięgającym aż do praw stalinowskich lat 30. nakazujących zabijanie antysemitów lub nawet Rewolucji francuskiej, nowomowa jest głównym werbalno-hasłowym instrumentem żydowskiego kłamstwa wśród gojów. Narzędziem-wirusem wykluczającym zdolność gojów do zdefiniowaniu wroga celem jego likwidacji. Jednakże nowomowa — powszechnie stosowana — czy jej współczesny wariant „marksizm kulturowy” nie była nigdy obecna w nomenklaturze ludzi Kościoła świętego, a to do dzisiaj, do dnia homilii Marka Jędraszewskiego (komisarza, bo Luter tak chciał). Ten pierwszy przypadek, to chyba prosty skutek procesu gnicia synagogi posoborowej, który właśnie teraz doszedł do jakiegoś stanu granicznego i objawił się w tym kłamstwie „biskupa” Jędraszewskiego mówiącego o „tęczowej zarazie”. Bo przecież chodzi tu o żydowską zarazę, a nie tęczową, różową lub zielną.
+
Historycznie, znamienne jest to, że najwybitniejsze umysły Kościoła zamilkły po Soborze Watykańskim II i liczne zbrodnie przeciwko nauczaniu, eucharystii, dogmatom, kalendarzowi liturgicznemu, etc. nie spotkały się nigdzie z żadnym oporem intelektualnym lub doktrynalnym, a Bractwo Lefebrystów, choć na początku bardzo prężne, nie jest nawet ułamkiem jakiegoś istotnego głosu oporu. Hierarchia, intelektualiści zgodnie milczeli przez ponad pół wieku zbrodni posoborowych. Nawet przestępcza — także socjalnie — retoryka żydocentryzmu w nauczaniu posoborowym nie potrafiła wywołać żadnych reakcji, a przecież żydocentryzm jest niczym innym jak starotestamentowym kultem bałwanów – biologicznych co prawda. Milczenie było i pozostaje tak silne, że prosto wymierne herezje katechizmu Jana Pawła II z 1992 roku nikogo nie poruszyły. A w tym katechizmie jest nie tylko herezja, ale otwarta apostazja, to np. w wyłożeniu doktrynalnej tożsamości boga muzułmanów z Trójcą Przenajświętszą — artykuł 841.
"Nie ma Boga prócz Allaha, a Muhammad jest Jego prorokiem."
Ta homilia Jędraszewskiego nie powinna więc być zaskoczeniem, lecz spełnieniem oczekiwań, bo było oczywiste to, że totalne zniszczenie wszelkich zasad w Kościele znajdzie w końcu swój odzew na ostatniej linii walki – tj. rodzinie i jej moralności. A ten prowokacyjnie zbrodniczy „pontyfikat” Bergoglio uruchomił już przedtem otwartą opozycję kilku kardynałów i tylko patrzeć, jak z ich strony nastąpi publiczne wezwanie do usunięcia Bergoglio z urzędu ze względu na jego herezje czy apostazję. Wystąpienie Jędraszewskiego było zatem absolutnie na czasie, ale owczy pęd entuzjazmu umęczonej gawiedzi nad wygłoszoną homilią przysłonił głęboki błąd doktrynalny, jaki tam się znalazł. Bo zamiast żydów jako sprawców agresji zboczeńców przeciwko Polakom, wyliczył Jędraszewski zarazę – „tęczową zarazę”.Jest to niewybaczalne kłamstwo!
Kapłanowi, hierarsze nie wolno kłamać w wygłaszanej homilii, tu nawet niesławny w końcu kardynał Glemp musiał zmierzyć się z tym prawem i żydów nazwał żydami, a nie marksizmem kulturowym, czy „zarazą przyjezdnych Nowojorczyków” napadających na klasztor na Żwirowisku.
Glemp nie potrafił się wykręcić i powiedział:
„Jeśli nie będzie antypolonizmu, nie będzie u nas także antysemityzmu” ZAWIERZAMY STOLICY MĄDROŚCI(+Pugna+)JÓZEF KARDYNAŁ GLEMP PRYMAS POLSKI ZAWIERZAMY STOLICY MĄDROŚCI Homilia podczas uroczystości Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej Jasna Góra, “Na Szczycie” 26 sierpnia 1989 r. ...Created on 08 March 2018 ZAWIERZAMY STOLICY MĄDROŚCI.
A były to słowa grzechu starszego!

„Tęczowa zaraza” Jędraszewskiego zbiegła się w czasie z Marszem Powstania Warszawskiego, którego hasła i charakter niechlubnie ukazują jakby symbiozę nadbudowy terminologii kłamstwa Jędraszewskiego z politycznym praxis upodlenia dołów nacjonalizmu organizujących marsz i reżyserujący wystąpienia mówców. Tam — na marszu — padły słowa i pojęcia znacznie gorsze niż w kazaniu Jędraszewskiego. Aktywiści marszu, czołowi mówcy ukazani na video w Real24,https://wrealu24.tv/film/pilne-godzina-w-marsz-powstania-warszawskiego-transmisja-na-zywo-wrealu-tv przedstawili się jako ci, którzy „nie są” tzn. nie są antysemitami, naziolami czy faszystami. Ich discopolowe czy owsiakowe zachowanie, niemerytorycznie wystąpienia, bezmyślne podążanie za retoryką wrogów Polski jest swoistą praxis dołów nacjonalizmu w ramach podporządkowania się nadbudowie nowomowy marksizmu kulturowego. Te brednie, ta żenada tych mówców, ich nowomowa spod budki z piwem, donosicielstwo na inne narody, pomieszanie pojęć, swoiste pyskowanie Trzaskowskiemu — rodem z magla — są prostym skutkiem „nadbudowy”. I o ile sama homilia Jędraszewskiego, nie może być zadeklarowana jako bezpośrednia przyczyna tego faktycznego błazeńskiego skandalu, jakim są obrazy wystąpień mówców Marszu Powstania, to faktycznie wpisuje się tę całość i tę całość konfirmuje, a słowa homilii w takim dniu, w takiej sytuacji powinni zagrzmieć prosto i bez ogródek.
Jeżeli Urząd Biskupa Krakowa milczał przez pięćdziesiąt lat, to niech milczy przez następne pięćdziesiąt, ale niech nie kłamie.

Red. Gazeta Warszawska
05 08 2019.
Czerwona zaraza już po naszej ziemi na szczęście nie chodzi.(Okupacja żydowska w Polsce)W miejsce tego chodzi zaraza żydowska i ma się dobrze.
Jędraszewski nie kłam! Dzieci ukradzione rodzicom, zabijanie dawców do „transplantacji”, demoralizacja maluczkich, totalne zniszczenie Polski — a ...
Pius V zalecał surowo karać aktywnych homoseksualistów ...(Sancta Ecclesia)Pius V zalecał surowo karać aktywnych homoseksualistów Pius V o homoseksualizmie: "Żeby zaraza takiego poważnego przestępstwa nie mogła szerzyć się z większą śmiałością dzięki korzystani ...Created on 11 June 2019
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.12.28 15:09 Gazetawarszawska Kalendarium konfliktu oświęcimskiego

OKUPACJA ŻYDOWSKA W POLSCE
Kalendarium konfliktu oświęcimskiego
marzec 1983 - wrzesień 1998
12 styczeń 1983 - siostra Zofia Jaśniak, przełożona domu sióstr karmelitanek bosych w Poznaniu, zwraca się do Urzędu do Spraw Wyznań w Warszawie z prośbą o założenie domu zakonnego w Oświęcimiu, w budynku starego teatru usytuowanego obok Żwirowiska.
2 luty 1983 - prowincjał karmelitów bosych o. Eugeniusz Jan Morawski w liście do Urzędu do Spraw Wyznań poparł ideę założenia klasztoru kontemplacyjnego w pobliżu byłego niemieckiego obozu Auschwitz. Prowincjał napisał m.in.: „uważamy za nieulegającą wątpliwości potrzebę założenia oraz nieustannej modlitwy i pokuty w tym miejscu, które bez Chrystusowego Krzyża tchnie beznadziejnością".
14 czerwca 1984 - po wielu trudnościach prezydent Oświęcimia Andrzej Tolka oddaje siostrom karmelitankom z Poznania w użytkowanie wieczyste terenu państwowego, zabudowanego budynkiem tzw. starego teatru, na siedzibę klasztoru kontemplacyjnego.
26 czerwca 1984 - w Państwowym Biurze Notarialnym podpisano akt notarialny, na mocy którego siostry karmelitanki bose z Poznania stały się prawnymi właścicielami budynku „starego teatru" i przylegającego do niego terenu na 99 lat.
2 sierpnia 1984 - do Oświęcimia przybyły pierwsze siostry karmelitanki.
30 grudnia 1985 - klasztor sióstr karmelitanek p.w. Świętych Obcowania w Oświęcimiu erygowano kanonicznie.
maj 1985 - w specjalnej ulotce niemiecka organizacja katolicka „Kirche in Not" („Kościół w potrzebie"), która na prośbę kardynała Stefana Wyszyńskiego objęła patronat nad sześćdziesięcioma klasztorami kontemplacyjnymi w Polsce, nawołuje katolików do materialnego wsparcia powstającego w Oświęcimiu Karmelu. W Niemczech ukazał się numer specjalny dwumiesięcznika „Echo der Liebe" w którym wydawca pisma o. Werenfried van Straaten zamieścił apel do społeczeństwa krajów Beneluksu, by pomogły siostrom karmelitankom z Oświęcimia w adaptacji zniszczonego „starego teatru". Apel o. van Straatena, który nosił tytuł Geschenk fuer den Papst - ein Kloster in Auschwitz (Klasztor w Oświęcimia w darze dla Papieża), nadał rozgłos powstaniu klasztoru nieopodal muzeum Auschwitz.
14 października 1985 - brukselska popołudniówka „Le Soir" daje początek oszczerczej kampanii przeciwko Kościołowi katolickiemu i dobremu imieniu Polski i Polaków. Na łamach „Le Soir" pisano, że „w tym miejscu nikt nie ma prawa niczego sobie zakładać ani budować", zaś „Oświęcim powinien pozostać przede wszystkim pomnikiem ofiar ludobójstwa Żydów".
28 marca 1986 - pięciu wielkich rabinów europejskich sprzeciwia się powstaniu oświęcimskiego karmelu. „Uważamy za rzecz niemożliwą do przyjęcia, aby uświęcać ziemię, która została sprofanowana i przeklęta, zroszona krwią milionów ofiar" - napisali rabini.
13 kwietnia 1986 - wizyta Jana Pawła II w głównej synagodze rzymskiej.
kwiecień 1986 - pierwsze wtargnięcie członków Światowego Kongresu Żydów na teren posesji karmelitanek. Żydzi grożą wysadzeniem budynku w powietrze i obrzucają zakonnice wyzwiskami.
13 maja 1986 - komunikat 213. Konferencji Plenarnej Episkopatu Polski informuje, iż „w momencie ożywienia dialogu chrześcijańsko- żydowskiego, czego wyrazem była niedawna wizyta Ojca św. w synagodze rzymskiej" powołano do życia Podkomisję ds. Dialogu z Juda­izmem. W podkomisji tej zasiedli między innymi znani przeciwnicy klasztoru i krzyża w Oświęcimiu - bp Henryk Muszyński (prze­wodniczący), ks. Stanisław Musiał oraz Jerzy Turowicz. Wkrótce po powołaniu podkomisji kardynał Franciszek Macharski zwrócił się do ks. S. Musiała i J. Turowicza z prośbą o przygotowanie rozmów z Żyda­mi protestującymi przeciwko istnieniu klasztoru. Chodziło także o wybranie przedstawicieli Kościoła z Europy Zachodniej do rozmów ze stroną żydowską.
📷
Wizyta Papieża w synagodze rzymskiej (13 kwietnia 1986)
Znamienny jest fakt, iż do delegacji kościelnej nie wybrano nikogo, kto reprezentowałby stronę bezpośrednio zainteresowaną - przykładowo: przełożona sióstr karmelitanek, prowincjał ojców karmelitów bosych w Polsce.
22 czerwca 1986 - artykułem Jerzego Turowicza pt. Karmel w Oświęcimiu „Tygodnik Powszechny" rozpoczął kampanię skierowaną przeciwko oświęcimskiemu klasztorowi karmelitanek. Argumentował on, że obecność sióstr karmelitanek w tym miejscu obraża uczucia Żydów.
22 lipca 1986(!!!) - w Genewie odbyło się pierwsze spotkanie przedstawicieli Kościoła katolickiego i środowisk żydowskich w sprawie sytuacji w Oświęcimiu. Stronę kościelną reprezentowali czołowi moderniści: kardynałowie Godfried Danneels (arcybiskup Brukseli), Albert Decourtray (arcybiskup Lyonu), Jean Marie Lustiger (arcybiskup Paryża), Franciszek Macharski (arcybiskup Karkowa), oraz ks. Stanisław Musiał SI i Jerzy Turowicz. Środowiska żydowskie reprezentowali natomiast: Tullia Ze vi - przewodnicząca Unii Wspólnot Żydowskich we Włoszech, Wielki Rabin Francji - Rene Samuel Sirat, Theo Klein - przewodniczący Rady Przedstawicielskiej Instytucji Żydowskich we Francji i Europejskiego Kongresu Żydowskiego, Marcus Pardes - prezydent Komitetu Koordynacyjnego Organizacji Żydowskich w Belgii oraz Ady Steg - prezydent Powszechnego Zjednoczenia Żydowskiego. W komunikacie końcowym czytamy: „Dialog winien trwać nadal\ by można było definitywnie ustalić zadowalający sposób poszanowania tego jedynego miejsca znajdującego się na polskiej, chrześcijańskiej ziemi". Poinformowano także o wspólnie zredagowanej tzw. Deklaracji Oświęcimskiej, dzięki której wyrażono „swoje wspólne pragnienie liczenia się z niekwestionowaną rzeczywistością symbolicznego charakteru b. obozu zagłady Auschwitz, pomnika i pamięci shoah". Sama Deklaracja Oświęcimska, rozpoczynająca się od słów „Zakhor! - Pamiętaj!" jest bardzo krótka. Czytamy w niej, że tereny Auschwitz i Birkenau są symbolicznymi miejscami „ostatecznego rozwiązania „w imię którego hitlerowcy dokonali eksterminacji (shoah) sześciu milionów Żydów którzy zginęli „w opuszczeniu i pośród obojętności świata". Właśnie zdanie mówiące o „opuszczeniu" i „obojętności świata" stało się podstawą do oskarżenia Polaków o obojętność, a nawet o sprzyjanie eksterminacji Żydów podczas II wojny światowej. Kampanię tę realizowano także w Polsce, szczególnie na łamach „Tygodnika Powszechnego". Miała ona uzmysłowić Polakom ogrom krzywd jakie popełnili oni względem Żydów podczas II wojny światowej. Miało to doprowadzić do sytuacji, w której polskie społeczeństwo, chcąc odkupić swe winy z czasów ostatniej wojny, zgodzi się na przeniesienie klasztoru sióstr karmelitanek w Oświęcimiu. Było to przygotowywanie gruntu pod decyzje, które miały zapaść podczas drugiego spotkania w Genewie.
listopad 1986 - Jerzy Turowicz w krakowskim Klubie Inteligencji Katolickiej wygłosił odczyt na temat źródeł antysemityzmu w Polsce.
Uzupełnienie(!!!) : powyższego. Spotkanie nie odbyło się w „Genewie” jak pisze autor, ale na jakiejś wsi, w prywatnym domu żydowskim, u żyda o nazwisku Rothschild (Edmund Rothschild).
Jest tu konieczne podkreślić to, że decyzją kardynała Macharskiego, który był wtedy metropolitą krakowskim, negocjacje o katolickim klasztorze, o sprawach polskich, nie toczyły się w diecezji krakowskiej, w domu biskupa, a na prywatnej posiadłości u żyda w Szwajcarii.
Negocjacje te odbywały się u żyda, bo – jak kard. Macharski stwierdził (lub zgodził się ) – negocjacje powinny być przeprowadzone na gruncie neutralnym. Willa żydowska była miejscem właściwym, bo dom biskupi w Krakowie takim miejscem nie był.
Później, JPII dokonał nowego podziału diecezjalnego i sprawy Karmelitanek swobodnie już toczyły się poza plecami Narodu, bo nowa diecezja - na prowincji zabitej deskami - nie podlegała takiej kontroli społecznej jak diecezja krakowska, czyli faktycznie, było to świadome oszustwo.
📷
Kopia informacji o zdradzie oświęcimskiej. ( poniżej tłumaczenie)
📷
📷
Od dziś za 2 lata, karmelitanki z Oświęcimia zostaną przeniesione poza obręb obozu. Tak zostało zadecydowane przez siedemnaście osobistości i żydowskich i katolickich, zgromadzonych za zamkniętymi drzwiami w niedzielę 23 lutego w rezydencji Edmunda Rothschilda w Pregny niedaleko Genewy, z zamiarem zakończenia polemiki wywołanej instalacją w październiku 1984 klasztoru w miejscu gdzie nazistowscy kaci przechowywali mordercze gazy oraz nadające się do spieniężenia ( ubrania, buty etc.) ich ofiar.
Pomimo "deklaracji oświęcimskiej" podpisanej przez władze katolickie i żydowskie dnia 22 lipca 1986 w Genewie, spotkanie w Pregny zostało otwarte w atmosferze niepokoju. W przemówieniu zagajającym prof.Ady Steg. prezydent Światowego Zjednoczenia Żydowskiego przypomniał, że założycielka klasztoru twierdziła, iż karmelitanki nie opuszczą swego klasztoru obecnego oraz, że nie miały bynajmniej zezwolenia żydowskiego, jako że "nie są zainteresowani Oświęcimiem, nie zbudowali tam pomnika i nie umarli tam".
Na te wywody prof. Steg odpowiedział tak; "My którzyśmy przeżyli, jesteśmy rzecznikami /.../ i dodam zastępcami nieobecnych sześciu milionów naszych braci, których marzenia zostały brutalnie zduszone. Dźwigamy ciężki i cenny i święty ciężar ich pamięci /... / Oświęcim jest symbolem niejednego wydarzenia, lecz jednej rzeczy: tej rzeczy nie do pojęcia nie do pomyślenia i nie do wyrażenia jaką jest Shoah / Holokaust/ .
Orędzie żydowskie zostało wysłuchane w szczególności przez kard. Macharskiego, biskupa krakowskiego, a więc diecezji obrębie której znajdują się pozostałości, obozu zagłady w Oświęcimiu. Jego stanowisko jakby się zbliżyło do stanowiska swych odpowiedników zachodnich w ciągu kilku ku miesięcy, zwłaszcza od czasu, gdy udał się do Jerozolimy, by skupić się przy memoriale Jad Waszem poświęconym ofiarom Shoah. Ze swej strony kard. Decourtray arcybiskup Lyonu oświadczył , ze jest bardzo szczęśliwy i bardzo ulżony jako że przybył "zaniepokojony" na to zebranie, któremu przewodniczył Theo Klein, prezydent Rady Reprezentacyjnej Instytucji żydowskich we Francji - CRIF.
Delegacja katolicka. w której brał udział również kard. Lustiger, arcybiskup Paryża, zobowiązała się do utworzenia "poza obszarem Oświęcim -Brzezinka" ośrodka informacji i modlitwy przeznaczonego do "podsycania wymiany poglądów między kościołami europejskimi na temat Shoah oraz także na temat męczeństwa polskiego", jak również "żeby przeciwstawiać się dezinformacji i banalizacji Shoah i przeciw rewizjonizmowi". Jeśli chodzi o karmel to znajdzie on pomieszczenie w nowym ośrodku przeznaczonym, by popierać dialog między żydami a chrześcijanami mając na uwadze uczucia wyrażone w sposób uzasadniony przez delegacją żydowską" . W konsekwencji nie powinien mieć miejsca stały kult katolicki na terytorium obozów zagłady. Kard. Macharski zobowiązał się do czuwania nad realizacją tak ustalonego projektu, zaś dygnitarze katolicy zachodni ze swej strony zobowiązali się do zgromadzenia środków po­trzebnych na ten cel i do realizacji projektu w ciągu 24 miesięcy.
Reprezentanci judaizmu,którzy domagali się tylko terminu dwunastu miesięcy, zgodzili się na przedłużenie, gdy rozmówcy zwrócili im uwagę, że w Polsce sprawy się toczą powoli.
Wszyscy uczestnicy zebrania ocenili, że doszli do wspólnego porozumienia, by "podkreślić" szczególny aspekt Shoah wśród tragedii hitlerowskiej, która tak ciężko poraniła narody Europy, zwłaszcza naród polski, jak również aby uznano tożsamość oraz wiarę każdego mężczyzny lub kobiety za życia oraz po śmierci".
Kard. Lustiger został zobowiązany do zdania sprawy papieżowi z niniejszego zebrania.
Izabella Vishnic
/1/ Osobistości katolickie: Kard. Daneels /Belgia/, kard. Decourtray /Iyon/, kard. Lustiger /Paryź/. kard. Macharski Kraków/, ojcowie Dujardin, Dupuy. Musiał i Turowicz /swiecki/. Osobistości żydowskie: wielki rabin Sirat. pp. Gerard Riogner / Światowy Kongres żydowski/, Ady Steg /prezydent Światowego Zjednoczenia Izraelickiego/ , Theo Klein / prezydent CRIF, Chock prezydent konsystorza izraelskiego w Belgii, Ehrlich / przedstawiciel na Europę Bnai Brith międzynarodowego/. Tardes / prezydent rady konsultacyjnej organizacji żydowskich w Belgii/, pani Sabina Reitmann /zobowiązana do koordynacji/ oraz Hoffenberg / delegat Bnai Brith przy UNESCO.
Le Monde
Tlum H.M .KSC1995
Powyżej, kopie tłumaczenia, tłumacz Helena M. więźniarka oświęcimska, jedna z pierwszych, które osadzono w obozie. Była to kara za przewożenie cudzego listu, który zawierał niewłaściwe treści.
11 stycznia 1987 - Jan Błoński publikuje na łamach „Tygodnika Powszechnego" artykuł pt. Biedni Polacy patrzą na getto, w którym oskarża Polaków o współpracę z Niemcami w zagładzie Żydów.
22 lutego 1987 - w Genewie miało miejsce drugie spotkanie delegacji katolickiej i żydowskiej w sprawie Oświęcimia. Obie delegacje przyjechały w rozszerzonym składzie. Kościół katolicki reprezentowali: kard. Godfried Danneels, kard. Albert, kard. Jean Marie Lustiger, kard. Franciszek Macharski, bp Kazimierz Górny (sufragan krakowski), o. Bernard Dupuy i o. Jean Dujardin (członkowie Komisji Episkopatu Francji ds. Dialogu z Judaizmem), oraz ks. Stanisław Musiał SI i Jerzy Turowicz. Ze strony żydowskiej w spotkaniu udział wzięli: Tullia Ze vi, Rene Samuel Sirat, Theo Klein, Marcus Pardes, Ady Steg, Sam Hoffenberg - stały delegat loży masońskiej B'nai B'rith przy UNESCO w Paryżu, Ernest Ehrlich - przedstawiciel B'nai B'rith na Europę, Gerard Riegner - reprezentant Międzynarodowego Komitetu Żydowskiego dla Konsultacji Międzyreligijnych oraz Georges Schnek - przewodniczący konsystorza izraelskiego w Belgii. Zdaniem bpa Górnego (obecny ordynariusz diecezji rzeszowskiej), który jako jedyny nie podpisał wspólnej Deklaracji, w Genewie przeforsowany został punkt widzenia jednej strony. We wspólnie zredagowanej Deklaracji strona katolicka zobowiązała się do „,stworzenia ośrodka informacji, wychowania, spotkań i modlitwy". W drugim punkcie jest mowa o tym, że nowy ośrodek „zostanie stworzony poza obszarem obozów Auschwitz i Birkenau. W Deklaracji wymienia się też cele mającego powstać ośrodka: „walka z dezinformacją i banalizacją shoah oraz z rewizjonizmem' „ przyjmowanie grup odwiedzających obozy w celu uzupełnienia ich informacji „popieranie spotkań miedzy żydami i chrześcijanami „. Najważniejsza jest jednak końcowa część Deklaracji w której czytamy: „Ustanowienie tego Ośrodka stanowi kontynuację i konsekwencję zobowiązań podjętych w czasie spotkania w Genewie w dniu 22 lipca 1986 r. Zakłada ono, ze inicjatywa modlitwy Sióstr Karmelitanek znajdzie w tym nowym kontekście swoje miejsce, swoje potwierdzenie i swój prawdziwy sens i że będzie to świadczyć o uwzględnieniu uczuć słusznie wyrażonych przez delegację żydowską. Nie będzie więc stałego miejsca kultu katolickiego na terenach obozów Auschwitz i Birkenau. Każdy będzie mógł się tu skupić zgodnie z własnym sercem, własną religią i własną wiarą". W punkcie czwartym jest mowa o tym, że kard. Macharski „będzie czuwał nad realizacją projektu" oraz., że będzie on „powiadamiał przewodniczącego Theo Kleina o postępach w realizacji tego projektu".
25 lutego 1987 - kardynał Macharski w krótkim przemówieniu wygłoszonym przez Radio Watykan uzasadniał cele powstania ośrodka, prosił też siostry karmelitanki o modlitwę „żeby Pan Bóg pobłogosławił temu wielkiemu zamierzeniu”.
18 stycznia 1988 - prowincjał karmelitów bosych o. Dominik Wider wystosował list do wszystkich członków zakonu karmelitańskiego w Polsce. Pisał:
„Od dłuższego czasu nasilają się złośliwe ataki żydowskie oraz nacisk moralny kard. Franciszka Macharskiego na nasze Siostry w Oświęcimiu, by same dobrowolnie wyraziły zgodę na przeniesienie się w inne miejsce. Argumentuje się miłością bliźniego, nieprzeszkadzaniu w dialogu Kościoła z Żydami, niedawaniu podstaw do ataku na Ojca świętego i Kościół w Polsce. (...) Złożyłem protest u ks. kard. Macharskiego, a także u przedstawiciela strony zachodniej, ks. kard. Lustigera. Odwołałem się także do N.O. Generała. Pragnę powiadomić, że prawie wszyscy biskupi krakowscy są oburzeni na ten nacisk wywierany na Siostry. Podobnie myśli duchowieństwo Oświęcimia i jego okolic, a także wielu wiernych. Wszyscy oni uważają, że Siostrom dzieje się krzywda oraz że Siostry powinny trwać w obecnie zajmowanym klasztorze - swojej własności. Proszę wszystkich naszych Braci i Siostry I, II, III Zakonu o modlitwę w intencji Sióstr, by Pan je umacniał, ochraniał i bronił. W nim, w Niepokalanej Dziewicy Karmelu i św. Józefie cała nasza nadzieja".
24 czerwca 1988 - podczas wizyty w Austrii Jan Paweł II poparł powstanie ośrodka. Papież powiedział: „Spośród wielorakich inicjatyw, jakie w duchu Soboru podejmowane są dzisiaj na rzecz dialogu żydowsko-chrześcijańskiego, pragnę wskazać na powstający w Polsce ośrodek informacji\ wychowania spotkań i modlitwy.”
26 lipca 1988 - na Żwirowisku należącym do klasztoru sióstr karmelitanek ustawiono krzyż. Inicjatorem ustawienia krzyża był ks. Stanisław Górny, brat biskupa rzeszowskiego Kazimierza Górnego i były proboszcz parafii św. Maksymiliana Męczennika w Oświęcimiu. Ks. S. Górny wspominając tamto wydarzenie powiedział:
„Byli więźniowie prosili nas, księży, żeby to miejsce, znajdujące się poza obozem, uczcić symbolem wiary katolickiej. Siostry karmelitanki bose, znajdujące się już wówczas w oświęcimskim klasztorze od 1984 r., zgodziły się na ustawienie krzyża”
27stycznia 1989 - metropolita krakowski kardynał Macharski skierował do wiernych w Oświęcimiu specjalny list, w którym poparł usunięcie sióstr z zajmowanego od 1984 r. klasztoru. Kardynał napisał, że „siostry będą wypełniać swoje powołanie w ich własnym nowym klasztorze, gdy tylko zostanie on wybudowany na wydzielonym terenie w obrębie Centrum, z którym siostry będą pozostawały w duchowej łączności.”
14 lutego 1989 - arcybiskup Lyonu, kardynał Decourtray wystosował list do przewodniczącego Rady Przedstawicielskiej Instytucji Żydowskich we Francji i Europejskiego Kongresu Żydowskiego Theo Kleina. W swym liście Kardynał przeprasza środowiska żydowskie za niedotrzymanie zobowiązań genewskich. Poza przeszkodami natury administracyjnej w budowie nowego klasztoru i Centrum, kard. Decourtray wskazuje „na trudności związane z polską opinią publiczną i narodową W liście Kardynała znalazły się też fragmenty obrażające siostry karmelitanki, które rzekomo wyraziły zgodę na opuszczenie klasztoru. W liście czytamy:
„Dzisiaj siostry zaakceptowały decyzję budowy nowego klasztoru. Akceptacja ta stanowi fakt najwyższej wagi. Siostry osiadły w Oświęcimiu, aby się modlić za zmarłych. Ten ich gest w żaden sposób nie wyrażał lekceważenia męczeństwa narodu żydowskiego. Obecnie, w sposób nieodwołalny zaakceptowały decyzję przeniesienia klasztoru, rozumiejąc wyrażoną przez ich arcybiskupa intencję Kościoła katolickiego, by uszanować shoah. Pragną one przez ten akt posłuszeństwa przyczynić się do postępu w stosunkach między żydami i katolikami3 realizują w ten sposób życzenie Soboru Watykańskiego II zawarte w „Nostra aetate" i przyjmując postawę, do jakiej nieustannie wzywa Papież Jan Paweł II". Na koniec Kardynał zapewnia Żydów, iż wkrótce „zwróci się z prośbą do przełożonego generalnego zakonu karmelitów o podjęcie kroków w celu prowizorycznego przeniesienia sióstr w oczekiwaniu na ukończenie nowego klasztoru”.
9 marca 1989 - za przeniesieniem sióstr do nowego klasztoru opowiedział się także Episkopat Polski. W komunikacie Episkopatu czytamy: „biskupi polscy uznają wielką ważność realizowanego przez metropolitę krakowskiego kard. Franciszka Macharskiego Centrum Informacji, Wychowania, Spotkań i Modlitwy, które ma obejmować również nowy klasztor sióstr karmelitanek”.
17 maja 1989 - Wyżsi Przełożeni Zakonów Męskich w Polsce, zebrani na spotkaniu plenarnym w dniach 16-17 maja 1989 r. w Warszawie sprzeciwili się usunięciu sióstr karmelitanek z zajmowanego klasztoru. „Jesteśmy głęboko przekonani, że klasztor Karmelitanek Bosych, który jest ich własnością, znajduje się na właściwym i godnym miejscu w naszej Ojczyźnie i nie narusza niczyich praw i nikogo nie krzywdzi" - napisali Wyżsi Przełożeni Zakonów Męskich w Polsce.
14 lipca 1989 - sześciu członków Związku Studentów Żydowskich USA na czele z rabinem Avi Weissem wtargnęło na teren klasztoru karmelitanek. Przyjechali oni z grupą dziennikarzy i ekipą telewizyjną. Jeden ze świadków zdarzenia tak opisał to wydarzenie: „Tymczasem rozpoczęli oni (Żydzi - przyp. S.C.) próby wyważenia drzwi wejściowych. Gdy nie udało się to, poprzestali na dobijaniu się przeskoczyli też boczne parkany pomiędzy dziedzińcem a ogrodem, usiłując dostać się do środka przez okna (zakratowane), wygrażali też pięściami, krzyczeli”.
16 lipca 1989 - kolejne najście grupy Żydów. „Odziani w ubrania imitujące pasiaki z gwiazdą Dawida i tym razem przeszli przez ogrodzenie, ale po odbyciu rytualnych modlitw i spokojniejszych nieco protestach sami opuścili teren klasztoru. Mimo jednak stosunkowo spokojnego przebiegu protestu, życie klasztoru było przez kilka godzin całkowicie sparaliżowane".
22 lipca 1989 - przed budynkiem Karmelu manifestują Żydzi z Belgii, przeskakują przez płot, odczytują protest i dmą w barani róg.
22 lipca 1989 - w trzecią rocznicę podpisania deklaracji „Zahor" kard. Decourtray przeprosił Żydów za opóźnienia w budowie Centrum. Kardynał w specjalnym komunikacie napisał: „Prosimy naszych partnerów Żydów, by wybaczyli nam to opóźnienie, spowodowane rzeczywistymi przeszkodami, z których powagi nie zdawał sobie sprawy żaden z sygnatariuszy porozumienia.”
8 sierpnia 1989 - kardynał Macharski wydał komunikat, w którym ubolewa nad zachowaniem niektórych środowisk żydowskich prowadzących „gwałtowną kampanię oskarżeń i pomówień, obraźliwą agresję nie tylko słowną, co się przeniosło na teren Oświęcimia". Dodał też, że „tego typu postawy i działania uniemożliwiają mi dalszą realizację budowy Centrum Kardynał kończy słowami: „Stoimy na stanowisku, jakie Kościół zajął w stosunku do Żydów na Soborze Watykańskim II, potwierdzonym dalszymi postanowieniami Stolicy Apostolskiej”
11 sierpnia 1989 - kard. Decourtray zapewnił Żydów, że „decyzja genewska nie zostanie zakwestionowana”.
26 sierpnia 1989 - Prymas Polski, kardynał Józef Glemp wygłosił na Jasnej Górze homilię w której bronił sióstr karmelitanek. Kardynał powiedział m.in.: „Kochani Żydzi, nie rozmawiajcie z nami z pozycji narodu wyniesionego ponad wszystkie inne i nie stawiajcie nam warunków niemożliwych do wypełnienia. Siostry karmelitanki, mieszkające obok obozu w Oświęcimiu, chciały i chcą być znakiem tej ludzkiej solidarności, która obejmie żywych i umarłych. (...) Waszą potęgą są środki społecznego przekazu, będące w wielu krajach do waszej dyspozycji. Niech one nie służą rozniecaniu antypolonizmu. Niedawno oddział siedmiu Żydów z Nowego Jorku dokonał napaści na klasztor w Oświęcimiu, wprawdzie nie doszło do zabójstwa sióstr lub zniszczenia klasztoru, bo zostali powstrzymani, ale nie nazywajcie napastników bohaterami".
2 września 1989 - kardynał Glemp w wywiadzie dla „La Republica" wystąpił w obronie sióstr karmelitanek. Wyraził też opinię, iż tzw. umowa genewska musi być renegocjowana, gdyż osoby, które ją podpisały były niekompetentne.
3 września 1989 - kardynałowie Godfried Danneels, Albert Decourtray, Jean Marie Lustiger oświadczyli, że „kard. Glemp, gdy mówił o renegocjacjach porozumienia genewskiego, mógł wyrażać jedynie swój osobisty punkt widzenia".
6 września 1989 - przewodniczący Komisji Episkopatu ds. Dialogu z Judaizmem bp Henryk Muszyński wydał komunikat, w którym zapewnia o realizacji Deklaracji Genewskiej.
15 września 1989 - kard. Glemp przyjął Zygmunta Nissenbauma. W komunikacie
📷
Spotkanie prymasa Glempa z Zygmuntem Nissenbaumem (1989)
Sekretariatu Prymasa Polski napisano: „Podczas rozmowy zarysował się projekt zadowalającego rozwiązania sporu oświęcimskiego, co będzie prowadzone dalej przez odpowiedni zespół, który zajmie się konkretną realizacją budowy centrum informacji, wychowania, spotkań i modlitwy w Oświęcimiu”.
19 września 1989 - przewodniczący Komisji Stolicy Apostolskiej ds. Stosunków Religijnych z Judaizmem, kardynał Johannes Willebrands oświadczył, że „Stolica Apostolska jest gotowa wnieść swój własny udział finansowy na to, ażeby wesprzeć realizację "budowy Centrum i nowego klasztoru sióstr karmelitanek”
📷
Rabin Joskowicz z wizytą u Prymasa (1989)
20 września 1989 - kard. Glemp wystosował list do Sigmunta Sternberga - przewodniczącego Międzynarodowej Rady Chrześcijan i Żydów, w którym zapewnił, że pragnie „dotrzymać warunki Deklaracji Genewskiej z 1987 r. i dlatego chętnie przystąpi do dialogu między Chrześcijanami i Żydami”.
21 września 1989 - przewodniczący Międzynarodowej Rady Chrześcijan i Żydów Sigmunt Sternberg powiedział: „Stwierdziłem, że Glemp jest gotów słuchać”
29 września 1989 - kard. Glemp napisał list do Zygmunta Nissenbauma w którym, przy okazji życzeń na żydowski Nowy Rok 5750, po raz kolejny poprał budowę Centrum.
22marca 1990 - rejestracja Krakowskiej Fundacji Centrum Informacji, Wychowania, Spotkań i Modlitwy w Oświęcimiu.
30 listopada 1990 -W 25. rocznicę soborowej deklaracji Nostra Aetate Episkopat Polski opublikował list pasterski piętnujący „polski antysemityzm". List odczytano 20 stycznia 1991 r.
25 stycznia 1991 - Ojciec Generał Zakonu Karmelitów Bosych, o. Felipe Sainz de Baranda napisał list do przełożonej sióstr karmelitanek w Oświęcimiu, s. Heleny Hadziewicz w którym polecił, by siostry przeniosły się do budowanego przy Centrum nowego klasztoru.
29 września 1991 - podczas wizyty w USA kard. Glemp spotkał się z Żydami. Przed wizytą w Spertus College of Judaica w Chicago Kardynał zdjął z piersi krzyż. Rabin Byron L. Sherwin po spotkaniu z Prymasem Polski powiedział:
„Kardynał Glemp przyszedł do nas bez krzyża na piersi. Myślę, że ten symboliczny gest był bardzo znaczący, pokazujący klasę Prymasa, który nie chciał niczym urazić swoich gospodarzy”.
9 kwietnia 1993 - w Wielki Piątek Jan Paweł II, za pośrednictwem bpa Tadeusza Rakoczego, napisał list do sióstr karmelitanek w którym nakazuje im „z woli Kościoła" przenieść się „w inne miejsce w tym samym Oświęcimiu".
23 maja 1993 - siostry karmelitanki przejęły na własność dotychczasową dzierżawę wieczystą.
24 maja 1993 - cztery siostry przeniosły się do nowego klasztoru, wybudowanego nieopodal Centrum.
📷
Klasztor Karmelitanek w dniu wyrzucenia ich z ich własnej nieruchomości (konsekrowanego domu zakonnego).
Foto Krzysztof Cierpisz.
8 czerwca 1993 - matka Maria Magiera wydzierżawiła odpłatnie budynek klasztorny na 30 lat Stowarzyszeniu Ofiar Wojny.
24 czerwca 1993 - matka Maria Magiera oraz Stowarzyszenie Ofiar Wojny poddzierżawiło część budynku klasztornego Fundacji Wioski Dziecięcej „Maja".
29 czerwca 1993 - próba przejęcia terenu sióstr karmelitanek przez władze RP . Prezydent Oświęcimia rozwiązał umowę dzierżawy pomiędzy klasztorem a Stowarzyszeniem Ofiar Wojny i zarządził jej odebranie Klasztorowi Sióstr Karmelitanek. M. Maria Magiera złożyła odwołanie; sąd zawiesił postępowanie.
30 czerwca 1993 - ordynariusz diecezji bielsko-żywieckiej bp Tadeusz Rakoczy ogłosił desakralizację kaplicy klasztornej.
6 lipca 1993 - ostatnie karmelitanki, wraz z siostrą przełożoną opuściły klasztor i wyjechały do klasztoru w Poznaniu.
8 sierpnia 1993 - przełożona sióstr karmelitanek wydzierżawiła klasztor i teren Żwirowiska Stowarzyszeniu Ofiar Wojny.
21-24 listopada 1993 - siostry karmelitanki przyjechały do swego nowego klasztoru w Rzeszowie.
17 sierpnia 1994 - manifestacja rabina Weissa i grupy kilkunastu Żydów z USA w Oświęcimiu. Weiss zakomunikował, że jego protest skierowany jest „jedynie" „przeciw polskiemu rządowi, polskiej hierarchii kościelnej i Watykanowi”. Najpierw protestowano przed kościołem Matki Bożej Królowej Polski w Oświęcimiu - Brzezince, który Żydzi uważają za dawną siedzibę komendantury obozowej. Po obklejeniu kościoła tekstem umowy genewskiej i symbolicznym zamknięciu świątyni (manifestanci zablokowali wejście do kościoła), Żydzi udali się w kierunku byłego klasztoru karmelitanek. Tam domagali się usunięcia z terenu Żwirowiska krzyża papieskiego. Na płocie okalającym teren byłego klasztoru Żydzi rozwiesili transparent głoszący, że jest to „żydowski cmentarz, a nie miejsce dla krzyża". Rabin Weiss oznajmił też, że „zamienianie najbardziej przerażających miejsc zagłady w kościoły i stawianie olbrzymich krzyży jest absolutnie nie do przyjęcia”.
22 grudnia 1994 - prowincjał karmelitów bosych, o. Benignus Józef Wanat wystosował list do bpa Kazimierza Nycza w którym w zdecydowany sposób broni krzyża i własności sióstr karmelitanek. O. Wanat pisał: „Nie powiedzieliśmy sobie szczerze o najważniejszym - ideowym wymiarze sprawy. Jest nią zorganizowana walka o Krzyż Chrystusowy. Z powodu tej walki siostry zostały zmuszone do odejścia ze Starego Teatru. Nakłaniano je, że powinny ze sobą zabrać Krzyż z miejsca egzekucji licznych Polaków dokonywanych przez hitlerowców. One tego nie mogły zrobić, gdyż uważały to za zdradę wiary i zaparcie się Krzyża na miejscu męczeństwa naszych rodaków. Oskarżono mnie, że udzieliłem zezwolenia poprzedniej przełożonej na wydzierżawienie majątku «skompromitowanemu człowiekowi». Nie wypieram się tego (...). Utworzenie w pomieszczeniach klasztoru archiwum było najmniej kontrowersyjne (...). Nie mogłem natomiast się zgodzić na prośbę aktualnej przełożonej na rezygnację z tytułu własności zakonnej do nieruchomości, na której stoi Krzyż (...). Takie przyzwolenie na oddanie terenu w nieodpowiedzialne ręce zawierałoby implicite zgodę na usunięcie Krzyża i oddanie terenu wrogom Kościoła. Dla wiernych byłoby to równoznaczne ze zdradą Chrystusa i zaparciem się wiary (...). Jestem też przekonany, że siostry zakonne w swej prostocie i łatwowierności są manipulowane i nie biorą pod uwagę wartości i potrzeby obrony znaku Krzyża”.
29 grudnia 1994 - matka Maria Kądziołka zwróciła się do szefa Urzędu Rady Ministrów z prośbą o rozpoczęcie postępowania w celu refundacji Siostrom kosztów poniesionych w latach 1984-1993 dla przeprowadzenia remontu kapitalnego tzw. starego teatru. Prośba pozostała bez odpowiedzi.
25 stycznia 1995 - kolejny protest grupy rabina Weissa przed kościołem Matki Bożej Królowej Polski w Oświęcimiu-Brzezince oraz przed byłym klasztorem sióstr karmelitanek. Żydzi ponownie domagali się likwidacji kościoła parafialnego w Oświęcimiu-Brzezince i usunięcia krzyża ze Żwirowiska.
marzec-kwiecień 1996 - Żydzi rozpętują spór o tzw. strefę ochronną wokół byłych obozów w Oświęcimiu i Brzezince. Od polskich władz domagają się oni zaprzestania budowy sklepów i punktów usługowych, a nawet, likwidacji wszelkich budynków mieszkalnych w promieniu 0,5 km od byłych obozów koncentracyjnych.
4 lipca 1996 - laureat nagrody Nobla, Eli Wiesel będąc w Polsce powiedział, że „obecność krzyży na świętej ziemi pokrywającej niezliczone żydowskie ofiary w Birkenau była i pozostaje obelgą.”
15 stycznia 1997 - matka Maria Kądziołka wypowiedziała Stowarzyszeniu Ofiar Wojny umowę dzierżawy, m.in. z racji niepłacenia czynszu.
16 lipca 1997 - siostry złożyły wniosek do Wydziału Ksiąg Wieczystych Sądu Rejonowego w Oświęcimiu o wykreślenie wpisu o dzierżawie w księdze wieczystej. Decyzją Sądu Rejonowego wpis został wykreślony, lecz wkrótce później postanowienie to anulował Sąd Wojewódzki w Bielsku Białej.
3 grudnia 1997 - z terenu byłego obozu niemieckiego w Brzezince usunięto krzyże, które stały tam od 1983 r. Zostały one przeniesione do oświęcimskiego kościoła p.w. św. Józefa Robotnika. Na przeniesienie krzyży wyraziła zgodę kuria diecezji bielsko-żywieckiej oraz Ministerstwo Kultury i Sztuki. Zdaniem ks. Romana Indrzejczyka (delegacja do Katynia przyp. K.C.) z parafii Dzieciątka Jezus w Warszawie przeniesienie krzyży z Brzezinki

submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.12.19 18:06 Gazetawarszawska Żydzi chcą bezkarności przy grabieży polskich kościołów.

„Lud shalom'u” chce ścigania i karania obrońców katolickich świątyń w Polsce. Żydzi chcą koniecznie napić się tej polskiej krwi, stygmatyzować to przestępstwo popełnione przeciwko żydowskim wampirom — tak chcą, bo tak muszą. Po żydowskim rozgrabieniu majątku ruchomego, po makabrycznym zadłużeniu tak instytucjonalnym Polski, jak i prywatnym Polaków, po dosłownej eksterytorialności w „w miejscach żydowskiego męczeństwa” oraz na niezliczonych budowach deweloperskich będącymi faktycznymi miniizraelami, żydzi zajmują teraz polskie kościoły – to ostanie enklawy czegoś, co kiedyś było Polską.
Robią to coraz bezczelniej, są przy tym absolutnie bezkarni.
Jan Paweł II wypędzając Karmelitanki z ich klasztoru na Żwirowisku w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, zdradziecko otworzył żydom bramy Polski, polskich miast i wsi, polskich domów. Tam w Oświęcimiu rozpoczęła się ta obecna, kolejna już polska zagłada, a jej ojcem jest Karol Wojtyła, posoborowy święty Jan Paweł II. Polacy nic jednak nie zrobili, aby przewrócić porządek Boży w tym klasztorze, a skutkiem tej bierności bluźnierstwo Wojtyły spadło na cały naród przekleństwem utraty państwa i domów, wypędzeniem – Pan Bóg zdjął płaszcz ochronny z Polski i Polaków.
Bo zdrada Chrystusa dokonana przez Jana Pawła II, zdrada cichych Karmelitanek Bosych, stała się naszą zdradą i naszą winą, jest naszym grzechem pierworodnym naszej demokracji i wolności. To, co dzieje się teraz z Polską i Polakami jest skutkiem tamtej zbrodni Jana Pawła II, której konsekwencje teraz spadły na Polskę. Bo tolerowane grzechy władców zawsze spadają na barki narodu, który takich przestępczych despotów i zdrajców toleruje. Bo każdy naród ma moc od Pana Boga, aby takiego przestępczego władcę obalić, a jeśli tego nie robi, to znaczy, że się z nim zgadza.
Polacy zgodzili się na hańbę w Oświęcimiu i teraz otrzymują sprawiedliwą zapłatę.
Rabini będą nachodzić polskie kościoły, przerabiać je na miejsce kultu diabla, od którego to ojca pochodzą, a katolicy będą siedzieć cicho. Niedługo, krok po kroku, krucyfiksy zostaną usunięte, a rozmodlony lud polskich moherów, przekraczając próg takich byłych katolickich świątyń, będzie zakładał jarmułki na głowy. W końcu proces jarmułkowy już się dawno zaczął, bo te piękne polskie pawie, typu „Bractwa Kurkowe” i inni umundurowani patrioci już od dawna wchodzą do kościołów – żeby się modlić podczas mszy – w czapach na głowach (diabelskie bydło).
W lubelskiej Bazylice stała się rzecz straszna: Rabin targnął się na Chrystusa...... a w Polsce panuje cisza. W tej sprawie milczy cały kler, milczą mohery, którym różaniec nie wypada z ręki.
A co ciekawe, na temat zaboru Bazyliki przez rabina milczy zgodnie cały internet prawicowo-nacjonalistyno-patriotyczny! Patrioci na YT, którzy chętnie dzielą włos na czworo w innych sprawach, tu teraz milczą, milczy Facebook, Twitter i niezliczone blogi. Daje to niewątpliwie świadectwo rasowego pochodzenia tamtych mentorów.
Biada!
Red. Gazeta Warszawska
000000000000000000000000000000000000
"Wypałować tych bandziorów". Antysemicki atak na arcybiskupa Rysia i rabina Pasha. Co robi prokuratura?
Alina Pospischil18 grudnia 2018 00:00
Arcybiskup Grzegorz Ryś (fot. Kuba Ociepa / Agencja Gazeta)
Prokuratura namierzyła serwer internetowej "Gazety Warszawskiej". Znany z antysemickich treści portal we wrześniu nawoływał do pobicia arcybiskupa Grzegorz Rysia i rabina Boaza Pasha. Drugiej z tych osób groził śmiercią. Sprawę ujawniła "Gazeta Wyborcza".

Metropolita łódzki abp Grzegorz Ryś i rabin Boaz Pash z Jerozolimy byli gośćmi debaty dwóch ambon pt. "Przełom czasu w judaizmie i chrześcijaństwie”, która odbyła się w bazylice oo. Dominikanów w Lublinie 27 września.

„Dominikanów wypędzić z Lublina”

Dwa tygodnie przed wydarzeniem debatę potępił antysemicki portal "Gazeta Warszawska". Wezwał czytelników do reakcji: „Czy polscy katolicy w Lublinie, a i chyba w całej Polsce, upadli tak nisko, że na to pozwolą?” - napisano w artykule, który w zdecydowanej większości negatywnie odnosił się do postaci arcybiskupa Grzegorza Rysia.
Powodem miało być jego uczestnictwo w obchodach likwidacji getta żydowskiego w Łodzi, podczas których przyznał, że Zagładę w dużej mierze stworzyli ludzie wychowani przez Kościoły chrześcijańskie. „Tego bydlaka nie wolno tolerować, no chyba że los Polski jest nam obojętny. Należy desakralizować ubiór biskupi Rysia poprzez zerwanie łańcucha z krzyżem i koloratki. Wziąć pały, wypałować tych dwóch bandziorów, dominikanów wypędzić z Lublina! Banicja!!!” - grzmiała redakcja portalu gazetawarszawska.com. Artykuł wciąż jest dostępny na stronie.
Czytaj także:Antysemicki atak i groźby karalne wobec arcybiskupa Rysia i rabina Pasha. Co na to prokuratura?
Na groźby w internecie natknęli się organizatorzy wydarzenia. Poprosili o pomoc policję. Sprawą zajął się działający przy Urzędzie Miasta Wydział Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego. Debata w bazylice odbyła się w towarzystwie ochraniających ją policjantów.
„Gazeta Wyborcza” powiadomiła o wszystkim prokuraturę i opisała sprawę. Artykuł spotkał się z dużym odzewem. - Nienawiść wobec abp. Rysia i rabina Pasha jest odrażająca, to grzech przeciw Bogu i bliźniemu - oświadczył ks. Paweł Rytel-Andrianik, przedstawiając stanowisko Konferencji Episkopatu Polski. W geście solidarności z uczestnikami debaty na wydarzenie przyjechał z Płocka biskup Marek Babi z Kościoła Mariawitów. Sama dyskusja przebiegała bez zakłóceń.

„Rabin musi zginąć”

Dzień po debacie na portalu gazetawarszawska.com opublikowano kolejne kontrowersyjne treści. Autor artykułu pt. "Rabin Boaz Pash musi zginąć" stwierdził, że rabin poprzez swoją obecność w bazylice chciał „uderzyć Pana Jezusa Chrystusa w twarz”. „Jeżeli rabin Boaz Pash przekroczy próg Bazyliki jako żyd sakralny, to musi zostać stracony z woli Boga Ojca Najwyższego w Trójcy Przenajświętszej Jedynego” - czytamy w tekście, pod którym nikt się nie podpisał. Tak jak w przypadku każdego artykułu na stronie gazetawarszawska.com, zamiast nazwisk widnieje podpis „redakcja”.
5 października policja wszczęła dochodzenie. Przesłuchano lubelskich dominikanów, rabina i kanclerza metropolity, a także autorkę artykułu w „Gazecie Wyborczej”. Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa Lublin-Południe.

Serwer w Toronto

Postępowanie dotyczy czynów z artykułów 255 (par. 1 i 2), 256 (par. 1) i 257 kodeksu karnego. Chodzi o „publiczne nawoływanie do nienawiści na tle różni narodowościowych i wyznaniowych” wobec rabina, łódzkiego metropolity i lubelskich dominikanów oraz „publiczne nawoływanie do popełniania zbrodni pozbawienia życia rabina Pasha, a także występku pobicia rabina i arcybiskupa Rysia” i „publiczne znieważenie słowami pogardliwymi rabina i arcybiskupa z powodu ich przynależności narodowej i wyznaniowej”.

Czytaj także:"Rabin Boaz Pash musi zginąć" - coraz ostrzejsze groźby portalu "Gazeta Warszawska". Dlaczego prokuratura działa tak wolno?
Prokuratura nie ma łatwego zadania w dotarciu do autorów artykułu w „Gazecie Warszawskiej”. Strona działa na zagranicznym serwerze. - Według wstępnych ustaleń, domena została sprzedana przez firmę z siedzibą w Toronto w Kanadzie - informuje Katarzyna Czekaj, szefowa Prokuratury Rejonowej Lublin-Południe.
Podjęto już czynności mające doprowadzić do zaangażowania strony kanadyjskiej. - To pomoże w ustaleniu danych osobowych właściciela lub użytkownika oraz administratora domeny. Czekamy na odpowiedź, która warunkuje dalszy tok postępowania - wyjaśnia prokurator.
Jeżeli uda się namierzyć autora tekstu, będzie groziła mu kara do trzech lat pozbawienia wolności.

Inne dochodzenia zawieszono

Nie tylko „Gazeta Wyborcza” poinformowała o sprawie prokuraturę. Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa wpłynęło też m.in. ze stowarzyszenie „Otwarta Rzeczpospolita” zajmującego się zwalczaniem antysemityzmu i ksenofobii. Organizacja nie pierwszy raz interweniowała w sprawie treści na stronie gazetawarszawska.com.
Groźby karalne wobec arcybiskupa Rysia i rabina Pasha. Episkopat wydaje oświadczenie. A co robi prokuratura?
- 15 listopada 2014 roku portal zamieścił artykuł: „Wojna Marszu Niepodległości a Żydzi” oskarżający osoby pochodzenia żydowskiego o masowe zbrodnie na Polakach i przedstawianie ich jako zagrożenie. Dochodzenie zawieszono bez podania przyczyn, ale podejrzewam, że powód tkwi w niemożliwości ustalenia osób redagujących tę stronę - przyznaje Damian Wutke, sekretarz zarządu stowarzyszenia „Otwarta Rzeczpospolita”.
Inne zgłoszenie „Otwartej Rzeczpospolitej” dotyczyło zaprzeczania holocaustu. Jesienią 2017 roku w serwisie pojawiło sformułowanie: "Nie ma żadnego dowodu na mord 600.000 Żydów w Bełżcu, ani jednego niemieckiego dokumentu. Nie znaleziono żadnych masowych grobów, ani popiołów po zamordowaniu 600.000 [osób] i spaleniu ich. Nigdzie nie znaleziono komór gazowych". Śledztwo zostało umorzone przez Oddziałową Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN. Nie znaleziono znamion przestępstwa.
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu
106b7 18.12.2018, 09:15 Jeśli tak zwana gazeta warszawska występuje przeciw kościołowi katolickiemu i przeciw Żydom (a przypomnijmy, że Jezus był Żydem, podobnie jak całkiem spore grono świętych) to albo są to fundamentaliści albo moskiewskie komuchy. Albo jedno i drugie, bo coś mi się zdaje, że bandziory islamskie są finansowane przez ....
obds 18.12.2018, 09:13 Zadziwia mnie, ilekroć na stacji benzynowej w kiosku czy supermerkecie widzę tego antysemickiego szmatławca, który powinien być przez prokuraturę ścigany z urzędu, za rasizm, anmtysemityzm, propagowanie faszyzmu i zwyczajne fejknewsy. Będzie dla mnie znakiem powrotu do normalność kiedy nie będę widział w legalnym obrocie tej ... nie wiem, brak mi cenzuralnych słów dla tego czegoś.
larg7 18.12.2018, 09:33 Przeprowadźmy eksperyment myślowy i wyobraźmy sobie Polskę marzeń Gazety Warszawskiej. Jeśli wszyscy, z którymi ta redakcja się nie zgadza lub jej się nie podobają mieliby zostać wypędzeni z kraju to ilu obywateli, "prawdziwych Polaków" zostałoby żeby pracować i np. utrzymywać emerytów ? Taka wyludniona Polska szybko by zbankrutowała i najpewniej utraciła niepodległość. A to oznacza, że Gazeta Warszwska jest jak najprawdziwszym wrogiem Polski. Czego należało dowieść.
Katoliccy faszyści w sutannach, największe zło
tad-tad18.12.2018, 11:22 Nic nie znajdą ,Ta opcja ma bardzo dużo zwolenników, gdyby ktoś zamieścił groźby karajne dotyczące naszych władców, to uwinęli by się w kilka chwil, ale ścigający mający w korzeniach i przekazach rodzinnych ''światłe '' nauki dotyczące żydów w Małym Dzienniku ,''prawdziwego'' Polaka Kolbe, nie będą nic robić wbrew swoim przekonaniom, przekonaniem Polaka ,Katolika, Antysemity,
catanga18.12.2018, 11:45 Strzelać bez ostrzeżenia... profilaktycznie...
http://lublin.wyborcza.pl/lublin/7,48724,24288290,wypalowac-tych-bandziorow-antysemicki-atak-na-arcybiskupa.html
bp Ryś powinien posłuchać tego i pomyśleć kogo zaprasza by Słowo Boże było głoszone. Dlaczego żydowski rabin???? i dlaczego w kościele i to katolickim??? czy mało jest kapłanów katolickich??? I czy bp Ryś jest jeszcze księdzem katolickim czy konwertytą na judaizm??? za dużo jest tego żydowskiego akcentu w Polsce i panoszenia się... Na debaty są sale konferencyjne i salki przy kościołach. Przecież żydzi nie nawidzili Jezusa, nie uznają Go jako Jedynego Mesjasza i Zbawiciela, więc co ma nam ten rabin do powiedzenia??????????? ZWIEDZENIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Jake GV 2 months ago To zwodziciele wyslannicy diabla jeden z drugim nie sluchajcie tego jadu to wszystko pod przykrywka falszywego ekumenizmu chca wam wmowic ze Jedyny Król Pan i Znawca Jezus Chrystus jest tak zwanym mesajachem ten mesajach to nikt inny jak syn zatracenia antychryst wszystko ugrane Biskupie Rysiu zwodzisz wielu wilku w owczej skorze biada Tobie
katoliczka777 2 weeks ago Co za skandal. Żyd na ambonie. wróg Chrystusa na ambonie. Zwolennik Talmudu. Ryś sprzedał nas za krwawe srebrniki. Ludzie! Polacy! Opamiętajcie się. Nie dajcie się ogłupiać temu zwolennikowi sekt, muslimów i żydów.
Danuta Zgrzeba 2 weeks ago Nawet mycki nie zdjal przed NAJWYZSZYM NASZYM PANEM - zdrada na calego !!! podwazaja nasza inteligencje, wiemy, co planujecie, ale nie damy sie, szatanski talmud nie zwyciezy !!!
Prawda nas wyzwoli 1 month ago Pan pastor Ryś POWINIEN uważnie wysłuchać analizy i komentarza ks. prof. Guza do ksiązki "Zbawienie bierze początek od Żydów" konwertyty żyda Schoeman Roy H.wydanej przez s.s. Loretanki: https://www.youtube.com/watch?time\_continue=1&v=hhT\_l3MU-uo
katoliczka777 2 weeks ago Ryś won z katedry. Nie jesteś naszym biskupem. Won!
sławo mir 2 months ago kościół to nie miejsce na dyskusje od tego są świetlice, lub salki katechetyczne
strek323 2 months ago Co ten szatański pomiot robi w katolickiej świątyni?? W obowiązującym nas prawie kanonicznym z 1917 roku wyraźnie jest napisane że akatolicy mają zakaz wstępu do katolickich świątyń. Żydowska soborowa sekta antychrysta która podszywa się pod Kościół katolicki zwodzi katolików i plugawi miejsca święte.
Prawda nas wyzwoli 2 months ago Cztery przekleństwa rzucone na judaizm: Klątwę Drzewa Figowego, Klątwę Wydziedziczenia, Klątwę Pustki, Klątwę Bogobójstwa. ================================== Kiedy Jezus powiedział żydom, że ich królestwo zostanie im odebrane i oddane poganom to żydzi odpowiedzieli: „Boże uchowaj”. Ale przekleństwo obowiązuje. Kościół dziedziczy błogosławieństwo Boga a Synagoga została porzucona. To jest Klątwa Wydziedziczenia. Kiedy Jezus zbliżył się do drzewa figowego, symbolu Izraela, zobaczył On, że nie ma żadnego owocu na nim. Przeklął je i drzewo uschło. Kościół jest nowym Izraelem mającym wiele owoców a Synagoga jest uschniętym drzewem. Możecie to nawet ujrzeć na ich twarzach. To jest Klątwa Drzewa Figowego. Kiedy Jezus ujrzał Jeruzalem odrzucające Go jako Mesjasza to oświadczył: „Oto zostanie dom wasz pusty”. To Kościół ofiarowuje życie wieczne natomiast Synagoga nie ma niczego do zaofiarowania. To jest Klątwa Pustki. Kiedy Piłat pragnął uwolnić Jezusa to żydzi zawrzasnęli: „Ukrzyżuj Go! Krew Jego na nas i na syny nasze”. To jest Klątwa Bogobójstwa, która spada na każdego żyda z powodu zbiorowej winy ukrzyżowania Boga Wcielonego, Pana Jezusa Chrystusa. Sarah Silverman powiększa tę klątwę: (videoclip: „Każdy oskarża żydów o zabicie Chrystusa. I wówczas żydzi próbują przerzucić winę na Rzymian. Jestem jedną z niewielu osób, które wierzą, że to było zamierzone. Nie obchodzi mnie, dobra, mam nadzieję, że to żydzi zabili Chrystusa. Zrobiłabym to jeszcze raz. Zrobiłabym to pie…ny jeszcze raz bez namysłu”). Kogo Bóg porzuca w tego wstępują demony. Spójrzcie tylko w jej oczy. Wychwalanie judaizmu zyskuje aplauz, głosy i poparcie, zyskuje dobrą prasę. Ale według Jezusa doprowadzi was to do Piekła. WZYWAM WSZYSTKICH ŻYDÓW DO SKRUCHY I NAWRÓCENIA A KLĄTWY ZOSTANĄ COFNIĘTE. Ja się nawróciłem. Ale czemu nie oni? Brat Nathanael Kapner - żyd nawrócony na prawosławie
Marek Koralewski 2 months ago Życie to wieczne teraz , w którym możemy rozmawiać z Bogiem ...
Prawda nas wyzwoli 2 months ago https://janusz.neon24.pl/post/114658,szatanskie-sekty-zydowskie-rzadza-swiatem Dysputa Lwowska — druga dysputa publiczna, jaką sabbatajczycy podolscy odbyli z rabinami. Toczyła się ona miejsce w katedrze lwowskiej w okresie 19.VII-10.IX.1759. Z jej inicjatywą wystąpili sabbatajczycy, którzy latem 1758 złożyli w konsystorzu lwowskim odpowiednią suplikę w tej sprawie. Zgłaszali w niej, w imieniu Żydów „polskich, węgierskich, tureckich, mlatańskich i wołoskich”, gotowość chrztu domagając się jednak przedtem odbycia jeszcze jednej, po Dyspucie Kamienieckiej, dysputy publicznej z rabinami. Ich tezy brzmiały następująco: 1. Proroctwa wszystkich proroków o przyjściu Mesjasza już się spełniły. 2. Mesjasz był Bogiem prawdziwym, któremu na imię Adonaj, ten wziął ciało nasze i wedle niego cierpiał dla odkupienia i zbawienia naszego. 3. Od przyjścia Mesjasza Prawdziwego ofiary i ceremonie ustały. 4. Krzyż Święty jest wyrażeniem Trójcy Przenajświętszej i pieczęcią Mesjasza. 5. Każdy człowiek powinien być posłuszny zakonowi Mesjasza, bo w nim zbawienie. 6. Do wiary w Mesjasza Króla żaden przyjść nie może, jedno przez chrzest. 7. Talmud naucza, iż potrzebna jest krew chrześcijańska, a kto wierzy w Talmud, musi jej potrzebować.
Prawda nas wyzwoli 2 months ago Papież Pius XI, Mortalium Animos (#2), 6 stycznia 1928r.:” W tym celu urządzają, zjazdy, zebrania i odczyty z nieprzeciętnym udziałem słuchaczy i zapraszają na nie dla omówienia tej sprawy wszystkich, bez różnicy, pogan wszystkich odcieni, jak i chrześcijan, ba, nawet tych, którzy – niestety – odpadli od Chrystusa, lub też uporczywie przeciwstawiają się Jego Boskiej naturze i posłannictwu. Katolicy nie mogą żadnym paktowaniem pochwalić takich usiłowań,ponieważ one polegają na błędnym zapatrywaniu, że wszystkie religie są mniej lub więcej dobre i chwalebne, o ile, że one w równy sposób, chociaż w różnej formie, ujawniają i wyrażają nasz przyrodzony zmysł, który nas pociąga do Boga i do wiernego uznania Jego panowania.Wyznawcy tej idei nie tylko są w błędzie i łudzą się, lecz odstępują również od prawdziwej wiary, wypaczając jej pojęcie i wpadając krok po kroku w naturalizm i ateizm. Z tego jasno wynika, że od religii przez Boga nam objawionej, odstępuje zupełnie ten, ktokolwiek podobne idee i usiłowania popiera.” (źródło: Wiadomości Archidiecezjalne Warszawskie, Nr. 2, Luty 1928, s.42-50, za www.opoka.org.pl ) Papież Pius XI, Mortalium Animos (#10):” Jasną rzeczą więc jest, Czcigodni Bracia, dlaczego Stolica Apostolska swym wiernym nigdy nie pozwalała, by brali udział w zjazdach niekatolickich.
Dorka Ja 4 days ago Odsluchalam 3 czesci tego spotkania i musze przyznac, ze nic nie rozumiem....dla mnie to slowotok, z ktorego nic nie wynika. Jaki byl cel tego spotkania? Przychodzi mi do glowy tylko jedna mysl: oswojenie katolikow z judaizmem. Byc moze sie myle i prosze pokornie o wytlumaczenie sensu tej debaty.
KAROLINA_23 11 5 days ago Zmartwychstanie juz bylo panie Rabinie I zbawienie jest tylko przez Jezusa Chrystusa Naszego Pana ! Czy ci ludzie ktorzy siedza w lawkach to katolicy ? Bsp Rys ty zdrajco do czego jeszcze sie posuniesz !!!! Jak mozecie obrazac naszego Pana Jezusa w jego Swiatyni !!! Poczytajcie Talmud moze zrozumiecie jak zydzi nazywaja naszego Pana I jego Matke Naj Marie Panne . Opamietajcie sie !!!!!!!
KAROLINA_23 11 5 days ago Zdrajca Rys !!!
Wojciech Laskowski 2 weeks ago Nie 5579, ale 5779. Pomyłka biskupa tylko o 200 lat.
Prawda nas wyzwoli 2 months ago Diabeł za plecami rabina: "istny Niemiec, sztuczka kusa..."

submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.08.03 19:17 Gazetawarszawska Ostrzeżenie przed prowokacją żydowską podczas Święta Niepodległości.

OKUPACJA ŻYDOWSKA W POLSCE
03 AUGUST 2018
+++
Laudetur Iesus Christus
https://www.gazetawarszawska.com/index.php/okupacja-zydowska-w-polsce/1633-ostrzezenie-przed-prowokacja-zydowska-podczas-swieta-niepodleglosci
Ostrzeżenie przed prowokacją żydowską podczas Święta Niepodległości.
Nadchodzący 11 listopada 2016, a nawet następne dwa dni świętowania przynoszą ze sobą określone, zwiększone ryzyko prowokacji żydowskich wymierzonych w Polaków.
Zmiany zachodzące w Polsce, mimo masowych akcji wypędzeń Polaków z Polski, mimo masowych akcji z zażydzeń wszelkich już sfer życia kulturalnego, politycznego, a mówiąc o Kościele rzymsko-katolickim, który istnieje w Polsce już jako instytucja materialna a nie duchowa, wywołają w żydach głębokie zaniepokojenie. Duch inspiracji katolickiej i narodowej na nowo wstępuje w resztki Narodu i tak ożywiony Naród zdolny jest do pokonania każdego wroga. Żydzi to dobrze wiedzą.
Nienawiść żydów do Polski i niepodległości są faktem historycznym zapomnianym jednak w tym kołchozie zażydzania wszystkiego co polskie i piętnowania wszystkiego żydzizmem: kościoła, rzeźby, muzyki czy literatury.
Polacy tego jednak nie widzą i nie potrafią tego problemu wyartykułować. Stąd haniebne judaistyczne formy Panteonu na Łączce, haniebne potraktowanie pamięci dzieci Ulmow w Markowej, czy satanistyczna ornamentyka jako już standard estetyczny we wszystkich katolickich świątyniach w Polsce, a czego swoistą kulminacją było niedawne zbezczeszczenie Monstrancji podczas ostatniego spędu na Jasnej Górze, w którym główny egzorcysta x. Glas żydowskie zbrodnie komunizmu w Polsce uznał za polskie. A co jest teologicznie zakazane i jako fałsz przed Bogiem uznane za ciężki grzech.
Polacy tego nie widzą, więc i nie artykułują i niejako są swoiście antysemitami bez żydów. Bez żydów nie dlatego, że ich nie ma, ale dlatego, że naród zatracił zdolność do ich zauważania, piętnowania i niezbędnego dla chrześcijanina rugowania żyda z własnej przestrzeni. Polacy tego nie widzą i w swej naiwności starają się żyć niejako obok żyda, ale „po polsku i katolicku” co jest przecież antysemityzmem. Widać to wyraźnie w adwencie, gdzie społeczeństwo jest zdziwione i zaskoczone iluminacjami chanuki, która wyniszcza Święto Bożego Narodzenia – a te diabelskie iluminacje kosztują w Warszawie miliony. Święty Mikołaj jest już skutecznie zabity, a teraz kolej na zabicie Dzieciątka Jezus będącego jeszcze w Żłobku, a więc Hanna Gronkiewicz-Waltz nawet od Heroda jest szybsza.
Żyd jest wrogiem Pana Jezusa Chrystusa i jako taki jest przeszkodą w zbawieniu Narodu, który zamiast Chrystusa ma w sercu żyda. Ta prosta prawda jest bezsporna nawet dla tych antychrystów w Episkopacie. Ta oczywista oczywistość może być zanegowana jedynie przez milczenie – zamilczenie na śmierć! Zamilczenie Boga i Narodu. I ta prosta prawda jest źródłem cenzury, agresji w sztuce, czy zakazu marszu jako wolnej expersji narodowej.
A w Polsce żydzi mają ku temu warunki idealne. Polacy pozwalają żydom, na mieszanie się z nimi na wszystkich właściwe poziomach życia społecznego w Polsce i nie ma już dziedziny w naszej wspólnocie, która byłaby wolna od żyda. Pomaga to żydom w łatwym sianiu dywersji w naszym społeczeństwie, gdzie oni sami przebrani za Polaków dopuszczają się najprzewrotniejszych prowokacji po to tylko, aby to Polaka pomówić o zło lub głupotę.
Żydowska akcja dywersyjna na Facebook`u ujawniła wszystkim prostą rzeczywistość ukazującą prawdę mówiącą o tym, że jak tylko żyd ma władzę to ma też rację, rację uniwersalną we wszystkim.
Faktycznie to ujawnienie wycinania stron aktywistów marszu Niepodległości na FB było jakimś aktem głupoty lub nieuwagi, bo żydowski terror i cenzura na tych gigantycznych portalach jest chlebem powszednim, a bez tej akcji pozostawał mniej zauważalny. I niewątpliwe jako cicho postępujący byłby dużo skuteczniejszą formą raka zjadającą nasz zniewolony organizm. FB i podobne po cichu wycinają linki do różnych niebezpiecznych stron np. do http://zamach.eu/ lub Gazetawarszawska.com – jest ciche zalecenie praktykowane nawet na małych prywatnych forach.
I to, że FB to ujawnił, czy też przez nieuwagę odsłonił, wskazywać może na to, że portal ten całkowicie zgłupiał w swej bezczelności, albo też wszedł na znacznie wyższy poziom rozwoju: tworzenia wirtualnej rzeczywistości, która miesza się z rzeczywistością rzeczywistą. I ma być już niewiadome, co jest w realu, a co w urojeniu. A co szczególnie ważne, aby w tym wymieszaniu iluzyjnym dodatkowo stworzyć ośrodki fasadowe podające się za nie takie jakimi faktycznie są. Tworzy się określone stany emocjonalne, które umożliwiają proste sterowanie myślami i ocenami wydarzeń. Np. propaganda nt. filmu Wołyń całkowicie przysłoniła rozsądnym i opanowanym nawet ludziom prostą konkluzję, że ten film jest antypolskim paszkwilem, spreparowanym przez żydów. A odbyło się to na bazie dobrze przygotowanej atmosfery teatralnej, w której brał udział nie tylko twórca filmu, ale cały szereg polityków, którzy swymi zachowaniami wobec banderowców wytworzyli atmosferę utrudniając rzeczową ocenę Wołynia.
W końcu, u żydów zawsze tak było, że ich organizacje szkoły, synagogi, czy ośrodki „kulturowe” nagle w jednej nocy przekształcały się w organizacje terrorystyczne, ludobójcze. Tak było 17 września 1939 roku, gdzie nagle „dobrzy żydzi” popadali - zdumiałym liberalnym, lub niewykształconym ludziom - w amok mordowania Polaków i nie dotyczyło to środowisk paramilitarnych sensu strickte, ale „spolszczonych” środowisk żydowskich rzekomo zasymilowanych z Polską kulturą i społeczeństwem.
17 września rankiem dobrzy żydzi objawili się polskim sąsiadom miast i wsi jako gorliwi kaci komunistycznego terroru, z lubością zanurzający swe ręce we krwi bezbronnych rezerwistów WP, czy szturchający bolszewickimi karabinami całe rodziny polskich kmieci pędzonych do wagonów bydlęcych, które swój pierwszy przystanek miały już na pustkowiach Kazachstanu. Żydowscy koledzy od kopania piłki na podwórku - przez jedną noc uzbrojeni w bolszewickie mauzery - śmiejący się cyniczne do polskich Janków proszących o wypuszczenie ich z powrotem na wolność, „Icek puść nas, przecież my są sąsiedzi, ty trzymasz z bolszewikami?” – tak było. Żydowskie koleżanki różnych ośrodków kultury, szkół czy pensjonatów, które nagle przestały być dobrymi przyjaciółkami zaskoczonych Polek, a stały się zimnymi wyrafinowanymi bestiami a´la Brystygierowa.
Rozumni Polacy pamiętają i wyciągnęli wnioski z tego, jak zachowywali się żydzi przechowywani i karmieni jedzeniem z kartek podczas okupacji, gdzie tak szybko jak pojawili się pierwsi towarzysze na stanowiskach rządu PKWN, to wszyscy ci biedni żydzi porzucili swoich wybawców, przyjaciół i znajomych, aby gorliwie budować socjalizm. A nie kończyło się to jedynie na pochodach pierwszomajowych, ale na morderstwach i katowniach. Gdzie często katami ofiar byli uratowani przez te ofiary żydzi – tak było dosłownie pod względem personalnym, nie jest to jakieś uogólnienie, alegoria. Tak było rzeczywiście w tysiącach przypadków – była to reguła, że żyd uratowany przez polskiego wybawcę katował go w mordowni, a nawet go mordował z całą rodziną.
Ale nie tylko wtedy.
Kiedy my już wszystko zapomnieliśmy i świat socjalizmu PRL – Gierka zjednoczył Polaków z żydami - faktycznie nierozpoznawalnymi, bo „spolszczonymi”, - to okres powstania Solidarności, już kilka tygodni po jej zarejestrowaniu, ukazał nam zdziwionym: Żydów i gojów. A jak już doszło dalej do stanu wojennego to podział miał charakter otwartej nienawiści, a nawet starć fizycznych.
Szybko okazjo się, że żydzi z Solidarności byli specjalnie traktowani przez SB, i podobne organizacje PRL-wskie, a Polacy gdzie tylko można dostawali czerwone kartki i to bez najmniejszego pardonu.
Przyniosło to masowe emigracje najlepszych warstw naszego narodu, ludzi ideowych wykształconych i żywotnych.
Później nastąpiła druga fala emigracji - okresu przystąpienia do EU, gdzie kolejny już raz spuszczono krew z milinów Polaków, a IIIRP stała się wręcz miejscem sciągania żydów do Polski z całego świata, kiedy właśnie to Polacy musieli z niej wyjeżdżać. Ten proces odwrotności widać nie tylko w gospodarce, czy w kościołach, ale nawet na cmentarzach: polskie groby są po 25 latach bezpardonowo likwidowane, a żydowskie groby odbudowywane poprzez nawet archeologiczne poszukiwania starych macew i ustawiania w miejscach od dziesiątków lat nieistniejących cmentarzy od dawna bez takiego statusu. Żydzi w Polsce wzrastają nawet na cmentarzach, których nie ma, a Polacy są wyniszczani jako organizm żywy - to jest Polska 2016!
Ale w tej atmosferze zabijania Polski, zaorywania śladów naszej pamięci w naszej Ojczynie, nastąpiło coś nieoczekiwanego w proporcjach sił polskich i żydowskich: zmiana warunków pola walki – Internet. Internet, czyli wolny głos jednostki wyrywającej się z tłumu zniewolonego motłochu, a jest to nieprzewidziane i niebezpieczne żydom, którzy nie tylko kneblują narody, ale co istotne, podszywają się - w różnych mistyfikacjach - pod te narody, aby mówić w ich imieniu.
Ostanie 10 -15 lat to postępująca klęska wizerunku żydowskiego etosu w środkach masowego przekazu - Internecie. Internet całego świata – nie tylko w Polsce - to jedno wielkie antysemitysko. Ten antysemityzm Internetu jest absolutnie żywiołowy, oddolny i przekraczający wszelkie granice terytorialne i kulturowe.
Dla żydów Jest to zjawisko niezrozumiałe, bo nie tak miało być: Facebook, Youtube, Twitter, Google plus, to organizacje żydowskiej inwigilacji i terroru. Miały one służyć ostatecznemu już zniewoleniu narodów, a tu nagle ten miecz okazał się obosieczny. Tak nagle i wbrew wszelkim planom.
Niemniej jednak te wielkie portale społecznościowe to miejsca nie tylko walki słowa przeciw zniewoleniu i kłamstwu, ale też dobrze zaplanowane narzędzie terroru i nawet likwidacji niewygodnych forumowiczów.
I niekoniecznie o Facebooki tu chodzi. Nawet taki liliput jak Salon 24 wdał się w grę smoleńską i był kotłem blogerów informacji środowisk blogowo-smoleńskich, którzy przez dłuższy czas byli ściągani przez służby do tych for dyskusyjnych, gdzie najlepszym z nich było środowisko FYM.
Kiedy jednak nadszedł czas, to FYM, jak i administracja S24, podjęli wspólną akcję zamknięcia kont i rozpędzenia wszystkich tam skupionych dyskutantów.
Akacja ta, pierwotnie była faktycznym, planowanym zarzuceniem sieci na osoby fizyczne, ujawniajcie poprzez parę lat swoje dane ID, oraz ewentualną, niebezpieczną dla władz w Warszawie, wiedzę o określonych faktach nt. zamachu na Delegację do Katynia.
Po tym spektakularnym zamknięciu konta FYM Blogerzy ci w dużej części już nigdy nie wrócili do tego portalu, kiedy to środowisko FYM otworzyło ponownie swoje fora. I nie dlatego, że blogerzey ci poczuli się oszukani – obrazili się.
Mamy przesłanki do snucia przypuszczeń, że ci blogerzy, którzy już więcej nie wrócili, zostali w dość dużej części wymordowani przez służby mające dostęp do danych osobowych Salon 24.
Samo zaś zamknięcie konta FYM było sprytnym zabiegiem obejścia nakazu prawnego nakazującego obowiązek przechowywyana danych o internautach, który to okres może wynosić parę lat. Tamto zamknięcie pomogło zamknąć stare konto i przerwać ciągłość z nowym. Minęło już od 10 kwietnia 2016 roku 6 lat i te dane, które zostały złożone na S24, a na pierwotnie zlikwidowanym blogu FYM mogą być skasowane, co uniemożliwia połączenie – skojarzenie związków - śladów zaginionego blogera z jego publikacjami na Salonie.
Znamy bezpośrednio może nawet trzy przypadki korespondentów blogu FYM, którzy z chwilą wyłączenia tego blogu przepadli bez wieści.
A i Smoleńsk, i FYM i Salon to jakaś logistyczna bagatela w porównaniu z Facebook ´iem.
Trzeba mieć bezustannie na uwadze to, że Internet ujawniający niekontrolowaną siłę spontanicznych oddolnych organizacji internetowych, zaniepokoił bardzo poważnie wielkie centra żydowskie w świecie, które nie przywykły do zaniedbywania czegokolwiek.
To szczególnie obecnie w Polsce, gdzie sytuacja w Ojczyźnie znowu nabrzmiała do poziomu wielkiego napięcia, nastąpiła mobilizacja narodowa na tym etapie naszej walki, gdy znów podstawiono fałszywych patriotów PIS, jako alternatywę dla kosmopolityzmu PO
Dywersyjna, nieudolna odpowiedz PIS na tę presję społeczną, rzuca się wszystkim w oczy. PIS gorączkowo chce przejść do opozycji lub celowo umniejszyć swą władzę, a ponownie aby jawić się Polakom jako ten, który chce, ale nie może, bo mu nie dają. I w tym celu tworzy liczne tematy zastępcze i rozdmuchuje opozycję sztucznie kreując problemy TK, aborcji... PIS toleruje przestępcze środowiska KOD, czy Palikota- Petru – posiadających faktyczny immunitet na swą antypaństwową działalność, bo to kreacja bezpośrednich animatorów samego Jarosława, a więc są te KOD ´y i Petry drugą stroną tej samej monety.
Facebook dzisiaj może nie tylko służyć Mossadowi i CIA jako sieć informacyjna, ale może odegrać rolę znacznie bardziej czynną, bo kreatywną nawet. Może kreować „Polaków” oraz ich zachowania a to tak, aby to potem skutecznie i głośno przed światem zwalczać.
FB to idealny środek dla prowokatorów, a nawet właśnie idealne środowisko do tworzenia „faktów medialnych”, które mogą być narzędziem a to prowokacji, a to siania fałszywych informacji na poziomie fałszywych flag, typu zamachy w Paryżu Charlie Hebdo albo w Nicei.
A powodów do obaw, że coś podobnego może się wydarzyć w Polsce jest wiele, a sam Marsz Niepodległości jest prowadzony przez osobników wysoce niewłaściwych.
Sama trasa przejścia marszu od śródmieścia na peryferie i to na Pragę ..„ na Pragie panie na Pragie, …zmiennik na mnie czeka”… jest wśród warszawiaków źle postrzegana. Dodatkowo – logistycznie - uczestnicy są przepędzani przez most, a i faktycznie pod osłoną nocy.
Jest to faktycznie scenariusz Wildsteina i żydów z Gazety Polskiej http://gazetawarszawska.com/pugnae/517-bezczelnosc-zydowska-zyd-bedzie-prowadzil-marsz , którzy po marszu w Śródmieściu 2011 przepędzili go z Centrum Warszawy na te nieciekawe przedmieścia, bo Warszawa to „Nasze miasto” – Warszawa ma być żydowska.
Do redakcji drogą poczty wewnętrznej przychodzi na ten temat dość sporo uwag, które możliwe też są i wysyłane do organizatorów marszu.
A nasze skromne kontakty z organizatorami - poprzez Twitter - w tej sprawie nie są zbyt ciekawe, a nawet nasuwające nam określone podejrzenia sugerujące, że przemarsz z centrum ma właśnie charakter ideologiczno-logistyczny zaplanowany przez wrogów Polski.
W końcu wszystkie marsze w świecie, które różne grupy czy społeczności prowadzą mają charakter triumfalny i wiodą do jakiego celu w sensie symbolu. I tak samo tu w Warszawie. Warszawa jest szczególnym miastem symbolem dla Polaków, i nie jest ona tylko stolicą, gdzie załatwia się interesy ze skorumpowanymi urzędnikami centralnymi, czy jeździ do roboty.
Warszawa jest miastem Narodu, symbolem upadku, ale i podniesienia się, miastem wypędzania mieszkańców na rubieże tego świata, ale miastem walki o powrót i zmartwychwstanie. Warszawa to miasto Niezwyciężone i symbolika wyjścia, opuszczenia miasta przez marsz jest faktycznie zbrodnicza wobec faktycznego etosu Stolicy.
I wiemy.
Car wypędzał Warszawiaków: była to kara za powstania, Niemcy wypędzili Warszawiaków za Powstanie Warszawskie, żydzi PRL`u wypędzali rodowitych Warszawiaków, a to na Śląsk, a to na Ziemie Zachodnie, a były to kary za wrogie postawy lub podobne. Tak! o wpędzeniach Warszawiaków ze Stolicy teraz nikt nie pamięta! Trwało to przez dziesięciolecia. W wersji brutalnej okres ten rozciągał się do roku 1956, a w wersji biurokratycznej do lat 80-tych. I pamiętać: Warszawa z ogromnym brakiem mieszkań miała liczne pustostany, które trzymane były jako rezerwa dla żydów z ZSRR, którzy przez ten cały okres powojenny sączyli się do Polski i w Warszawie zawsze znalazło się dla nich gotowe gniazdko. Takim żydem jest przecież Święcicki, którego żydowska matka przybyła z ZSRR i potem jako żydówka dała przywileje mieszkaniowe w Warszawie dla swego całego miotu.
Z wielu powodów to wyprowadzanie Marszu z Warszawy wywołuje w nas nie tylko niesmak, ale i gniew. Zauważmy, kiedy Marsz jest wypędzany z Warszawy jak Polacy za Cara, jak za Hitlera, jak za żyda Bermana, to swołocz Antify, KOD, u i innych zostaje w Centrum i tam będzie się panoszyć prze te dni.
Polacy z całej Polski, Warszawiacy zostaną symbolicznie – a co ma charakter duchowo-antropologiczny – wypędzani i rozproszeni w czeluściach praskich ulic z budkami z piwem i podobne. Jest to haniebne! Goście Marszu na przedpokojach Stolicy!
+
Jest to niestety świadectwo całego elementu szemranego, który przejmuje czołowe pozycje, wśród „narodowców”, „ONR-u”, „prawicy” etc. Jest to przemyślany proces sterowany odgórnie przez żydów i trwa to od lat. Np. „Stronnictwo Narodowe” od lat 90-tych jest przejęte przez element antynarodowy, nazwa SN jest zarezerwowana sądownie i ci „endecy” pilnują, aby nic się nie wydarzyło. Pomyślmy, jakie to przebiegłe, tyle złego dzieje się w Polsce, a „Endecy” siedzą cicho!
To wszystko razem jest bardzo niebezpiecznie i w ostatnich dniach kumuluje się w jakiś koszmar, horror, sytuacje nieprzewidywalną. Efekt zaś nieoczekiwanej kontrrewolucji wyborów w USA potęguje ryzyko odruchu bezwarunkowego u tej zagrożonej bestii, która boi się utraty kontroli nad Polską, a gwałtowne zamieszki przelew krwi jest dla niej dobrym pretekstem do pacyfikacji dzikich Polaków.
Pamiętamy dwa lata temu jak w trakcie marszu czoła pochodu – na wysokości Muzeum Wojska Polskiego” zamaskowani chuligani wypadali do przodu, robili burdy i z powrotem wskakiwali w szeregi kolumny marszu. Tamtymi awanturnikami byli ludzie sterowani przez kierownictwo marszu. A czy w tym roku ten Marsz jest organizowany przez innych? – to są ci sami!
Jakoś tak dziwnie się składa, że w tym roku mamy wysyp organizacji tradycji „polskiej ekstermy”, ale są to niestety fałszywcy: fałszywi ONR owcy, fałszywi narodowcy, fałszywi Endecy.
Ludzie zauważają to coraz wyraźniej, że są to fasadowe organizacje osobników nie mających nic wspólnego, ani z narodowcami, ani z ONR`em. Ten ostatni zaś to jakieś oszalałe kuriozum, które propaguje w świecie ideowych sabotażystów, albo idiotów jako „ONR-owców”, którzy w trakcie IIWS pomagali żydom. W ten sposób fałszują oni historię i narzucają młodym ludziom niewłaściwe wzorce. Młody Polak ma wierzyć, że ONR przedwojenny był przyjazny żydom i np. propagował jidysz, a jak nastała okupacja, to ONR-wiec narażał życie swoich dzieci i ciężarnej żony po to, aby uratować żyda. Który później - tak uratowany - jak tylko zobaczył czerwonoarmistę to od razu był gotowy z listą polskich burżujów, których należy rozstrzelać, a ich rodziny zesłać na Sybir. I takie właśnie umysłowe horrory propagują ci obecni „ONR-owcy”.
Tych wszystkich zobaczymy na pochodach i oby tylko na tym niesmacznym widoku się skończyło. Może bowiem dojść do tego, że pod znakami ONR, Falangi, SN etc. pojawi się ta szumowina, która dopomoże dokonać różnorakich prowokacji, a które Facebook przerobi na wielkie zbrodnie polskich faszystów, antysemitów i ksenofobów, podpalających miasto i szarpiących żydów za brody.
Niewątpliwie coś się szykuje, PIS będzie świętował poza Warszawą – ucieknie wzorem bandyty i dezertera Piłsudskiego, który też uciekł z Warszawy, Duda Chanukowy chyba też długo nie zabawi, wyjedzie do jakiejś wioski.
Nasza Ukochana Stolica będzie wystawiana na pastwę Kijowskich, Zandbergów, Palikotów Petru i podobnych.
Jak trzeba będzie to pojawią się majdaniarze ze wschodu i żydolewacy z Niemiec. Będą wszczynać burdy, dokonają podpaleń, a nie jest wykluczone, że zaatakują tyły Marszu po jednej stronie mostu, a przy zamkniętym zejściu z tego mostu na Pradze. Może dojść do masakry.
Musimy być uważni i wszystko filmować i materiały anonimowo ładować do sieci.
To ostani taki marsz.
+++
Marsz 2017 ma iść gwiaździście do Centrum pod Grób Nieznanego Żołnierza. Po drodze marsz od wschodu, od zachodu, północy i południa:
Przejdą koło Sejmu i tam zostawią swe straże,
Przejdą koło Pałacu Prezydenta i tam zostawią swe straże,
Przejdą koło Katedry Świętego Jana i tam zostawią swe straże,
Przejdą koło Urzędu Rady Ministrów i tam zostawią swe straże,
Przejdą koło Sądu Najwyższego i tam zostawią swe straże,
I o godzinie 12.00 Marsz Narodu odczyta Deklarację Wolności i wyłącznej Suwerenności narodów Lechickich w Polsce, Lechii.
- Od Ziemi Smoleńskiej, po ziemie Berlińskie, których nigdy nie zrzekliśmy się.
I Marsz ogłosi urzędnikom państwowym, że albo będąc sprawować wolę Narodu, albo zostaną surowo ukarani za zdradę. A straże stojące pod siedzibami władz, Katedry i Sądu pokażą doraźnie, że droga od trybunału do kary może być krótka.
To muszą te Dudy, Nycze, Szydły i inne podrzutki zrozumieć.
Marsz 2017 musi zdobyć Centrum i tam zapanować, a tolerancji dla obcych nie będzie!
In Christo
(-)Krzysztof Cierpisz
11-11-2016
+++
cor jezyk godz 16.10
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.04.23 11:52 SoleWanderer Narodowcy donoszą na prezesa do Wyborczej. Śmiertelny wróg prosi o pomoc: No szczerze, nie znosimy gnoja

Kawaler Krzyża Zasługi do żony: - Masz wykonywać polecenia, moje i mojej mamy, inaczej będę cię traktował jak sukę – Jest pan moim śmiertelnym wrogiem – oświadczył męski głos w słuchawce. – A jednak do nikogo innego nie mogę się zwrócić o pomoc. Jestem narodowcem z Lublina. Mamy tu problem. Przewodzi tu nami paskudny człowiek. Znęca się nad rodziną, zarabia na weteranach, a sam kreuje się na wzór do naśladowania. Jest odznaczany przez państwo. Wielu z nas się to nie podoba. No, szczerze: nie znosimy gnoja. Ale bez pomocy się nie oczyścimy. Po naszej stronie nikt raczej tego nie opisze, nie chcą kalać gniazda. Ale ja już nie mogę patrzeć, czuję wściekłość, sumienie mi nie daje spokoju. Inaczej bym się do śmiertelnego wroga nie zwracał, czy pan to rozumie? On nazywa się Karol Wołek i jest prezesem Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych. Proszę mu się przyjrzeć. Na razie chyba nie powiem więcej.
Szczerze przyznam, aż mną telepie, że z panem rozmawiam.
Roman Kroczący Karierę prezesa Wołka można by zmieścić w październikach.
Październik 2007 roku. 24-letni działacz Młodzieży Wszechpolskiej lokuje się tylko dwie pozycje pod Romanem Giertychem na liście LPR w wyborach do Sejmu. Nie dostaje się.
Giertych dzisiaj: – Wołek? Co za Wołek? Jakaś płotka. A ja z tymi świrami nie mam już nic wspólnego.
Październik 2010 roku. Czytelnicy z Lublina skarżą się, że kioskarze wkładają do środka „Wyborczej” „Gońca Lubelskiego”, czyli miesięcznik lubelskiej Młodzieży Wszechpolskiej. Robi się afera. Kioskarze tłumaczą, że „przyszły jakieś studentki i tak właśnie poleciły im robić”. Naczelnym „Gońca” jest wtedy 27-letni Wołek.
Październik 2014. Dwie osoby próbują zagłosować przez internet na lubelski budżet obywatelski. System komputerowy wyświetla błąd – już oddali swój głos. Sprawę bada ratusz. Okazuje się, że głosy przynajmniej 20 osób w internetowym głosowaniu zostały oddane bez ich wiedzy i zgody. Wszystkie na trzy projekty. Pierwszy to postawienie pomnika Romana Dmowskiego w okolicach lubelskiego Zamku (miałby kosztować 499 tysięcy złotych). Drugi – Szlak Pamięci Żołnierzy Wyklętych, trzecim jest zorganizowanie Uroczystości Narodowego Dnia Pamięci Wyklętych. Autorem wszystkich trzech jest 31-letni Karol Wołek.
„Dmowski mógłby zostać pokazany dynamicznie. Idąc, krocząc, obrazując dynamizm swej działalności i innowacyjności” – opisuje przyszły pomnik Wołek. W tym czasie jest nauczycielem historii i WOS-u w Gimnazjum nr 19 im. Józefa Czechowicza w Lublinie. Pnie się też po szczeblach Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, to organizacja kombatancka, zrzesza weteranów polskiego nacjonalistycznego podziemia z czasów II wojny. Powstała w 1990 roku. Ma oddziały w całej Polsce. Opiekuje się weteranami, organizuje rajdy, edukuje w duchu narodowym, wydaje publikacje o Wyklętych. Wołek jest tu najpierw skarbnikiem, a potem wiceprezesem.
Październik 2015. Umiera Zbigniew Kuciewicz. Kombatant, żołnierz NSZ-u, uczestnik powstania warszawskiego. I dotychczasowy prezes ZŻ NSZ. Na nowego prezesa kombatanckiego związku zostaje wybrany 35-letni Karol Wołek.
Tego października wybory wygrywa też Prawo i Sprawiedliwość.
Nowy prezes związku nie mógłby mieć większego szczęścia, otwierają się nowe możliwości. Wołek zgłasza się po dotacje, zapraszany jest na uroczystości, udziela wywiadów, przemawia. Najczęściej o tym samym: wychowywaniu młodego pokolenia, kształtowaniu młodzieży, wartościach, które należy jej przekazać, i wzorcach, które trzeba w sobie umacniać.
Październik 2017. Prezydent Andrzej Duda decyduje o przyznaniu Karolowi Wołkowi Srebrnego Krzyża Zasługi.
„Do lasu pana nie wywiozę” – Teczkę z papierami, z którymi powinien się pan zapoznać, zostawię do odbioru w sklepie spożywczym Pokusa w Lublinie. Miałem już nic nie mówić, ale nie zdzierżę – słyszę po kilku dniach ten sam męski głos w słuchawce.
Potem zmienia jednak zdanie.
– Chyba za duże ryzyko. Jeszcze mnie ktoś zobaczy, jak to zostawiam? Zróbmy inaczej. Proszę czekać na przystanku autobusowym o 16.45. Przyjadę autem – mówi. – I niech pan się nie martwi, do lasu przecież pana nie wywiozę – dodaje.
– Dopiero w tym momencie zacząłem się martwić – odpowiadam.
Przez chwilę słychać tylko szum.
– Co ja robię, no co ja, kurwa, robię? Z „Wyborczą”? – woła. I zaraz wzdycha. – Trudno. Są sprawy ważniejsze. Czołem! – rozłącza się.
Czekam w deszczu. Spóźnia się. Stare auto, trzeszczy w nitach, wyje.
– Ma pan całkiem sympatyczną twarz… – otwiera drzwi i przekrzykuje warkot silnika.
– Dziękuję…
– …jak na kogoś z „Wyborczej”! Dziwna sprawa, czuję do pana zaufanie, powiedziałbym, metafizyczne. Nawet moglibyśmy się zakumplować. Oczywiście gdybyśmy nie byli żołnierzami w przeciwnych okopach. Proszę – wręcza teczkę.
„...znęcał się psychicznie i fizycznie nad żoną. Wszczynał awantury, podczas których wyzywał ją słowami wulgarnymi, poniżał, szarpał, popychał, kopał po ciele, uderzał w twarz, w nocy nie dawał spać, ściągając kołdrę, i polewał zimną wodą, zabraniał kontaktu z rodziną...” – czytam.
To kserokopia aktu oskarżenia. Karola Wołka.
– Gnój. Widzi pan, jaki gnój? – auto pruje dalej przez miasto. – A to nie wszystko, to początek, zobaczy pan. Co zrobił ze Związkiem Żołnierzy NSZ? Prywatny folwark! Trzepie kasę na naszych weteranach, ciągnie na nich od państwa. A jak ostatnio jeden potrzebował pomocy, to się na niego wypiął. Ja to bym sprawdził te jego fundacyjki w KRS. Ależ, kurwa, jestem wściekły!
– To po co go wybraliście?
– Bo on nas oszukał. Nie wiedzieliśmy, zataił przed nami postępowanie. A potem powyrzucał ludzi, obstawił się kolegami. Niektórzy postraszyć potrafią, jak ten kafar z Poznania – „Globus”. Weteranów NSZ-u, starszych ludzi, którzy nigdy nie splamili honoru, nie szanuje. Któryś jest przeciwny, to wyzywa od komuchów i kabewiaków [Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego – walczący z niepodległościowym podziemiem]. I kasę trzęsie, razem z matką.
– Z matką?
– Tak, bo on to wszystko robi razem z matką. Pan się przyjrzy. Więcej nie powiem.
– A dlaczego sami się nie przyjrzycie?
– Przyglądamy się, ale ręce mamy związane. Taki jest klimat, prezes dobrze dogaduje się, z kim trzeba. Nikt po naszej stronie tego nie opisze, na swojego nie doniesie. Tu się zatrzymam i pana wyrzucę, dobra?
– Może powie pan coś więcej?
– Nie mogę. Muszą być jakieś granice. Żebym wewnętrznie też czuł, że nie wszystko powiedziałem, jak kolaborant. Naprawdę mi z tym niedobrze. To nasze ostatnie spotkanie.
Dzikuś w zamrażalniku Lublin to narodowo-radykalna twierdza. Tu mieszka Marian Kowalski, były kandydat na prezydenta. Stąd pochodzi Artur Zawisza, jeden ze współtwórców Ruchu Narodowego.
Tu urodził się Mariusz Szczerski, wokalista zespołu Honor. Tu otworzył się pierwszy w Polsce nacjonalistyczny kebab – Prawdziwy Kebab u Prawdziwego Polaka. Tutaj rocznicę powstania świętuje też ONR.
Siedzibę ma Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych.
Chodzę po Lublinie, czytam akt oskarżenia, rozmawiam z ludźmi, którzy znają Wołka. Nikt nie zgadza się rozmawiać pod nazwiskiem.
– Ale dlaczego nie?
– Mowy nie ma. To mściwy człowiek. Odklejony całkiem. Całe jego zajęcie w życiu to sprzedawać ludziom wielkościowe bajki o sobie – słyszę od dawnego bliskiego znajomego.
– Co to znaczy? Kłamie?
– Ja bym tego nie nazwał kłamstwem. Ten stół jest brązowy, tak? A on się uprze, że czarny, uwierzy w to i będzie tego bronił. I nazwie idiotą każdego, kto zasugeruje co innego. A jak sobie coś wkręci, to jest nieobliczalny.
– W jaki sposób?
– Opowiem historię. Kilka lat temu wyjeżdżali z żoną do pracy na Wyspy i zwalniali mieszkanie. Ale mieli problem, co zrobić z królikiem, którego hodowali sobie od roku. Nazywał się, zdaje się, Dzikuś. Jego żona postanowiła oddać Dzikusia siostrze. Tylko że w nocy sprawą zajął się Karol.
Zasiekał go nożem myśliwskim, oskórował, a potem włożył do zamrażalnika. Tłumaczył, że chce zaoszczędzić siostrze kłopotu, a królik się przecież nie zmarnuje. Jego ojciec jest myśliwym i Karol też często nosi nóż myśliwski przy pasku. Ale, Chryste, ten królik miał imię.
Według aktu oskarżenia Wołek zaczyna się znęcać nad żoną po wyjeździe do Szkocji. Poznali się na studiach historycznych, ślub wzięli po obronie prac magisterskich i wyjechali.
Prezes Wołek jeździ tam na wózku widłowym. Złości się, że musi pracować fizycznie. Frustrację wyładowuje na żonie – najpierw popycha, krzyczy albo ignoruje. Gdy ona nie zgadza się z jego zdaniem lub gdy zachowuje się inaczej, niż on sobie życzy – karze ją. Na przykład brakiem snu. Przez całą noc – sam nie śpi, bo zarywa nocki na grach strategicznych – polewa ją zimną wodą.
Potem pojawiają się wyzwiska: idiotka, nierób, pasożyt.
Mówi: – Beze mnie nic nie znaczysz.
W Szkocji rodzi im się córka, ale teściowej, która chciałaby wnuczkę zobaczyć, zakazuje przyjeżdżać w odwiedziny. Żonie zabrania dzwonić do rodziców w jego obecności.
„Słuchaj mojej matki” Po powrocie do Polski kupują mieszkanie, którego współwłaścicielką ma być także matka Wołka.
Zbuntowany narodowiec z Lublina: – Są ze sobą bardzo zżyci. Na wyjazdach z weteranami do Holiszowa zawsze śpią razem w pokoju. W Polsce, w obecności matki, agresja narasta. „Masz wykonywać polecenia, moje i mojej mamy. Inaczej będę cię traktował jak sukę” – oznajmia. Innym razem: „Mamusia jest chora psychicznie” (do córki), „A spierdalaj z tym dzieckiem”, „Pasożyty, jecie sobie na mieście, a mnie zostaje jakiś syf” (wyrzuca jedzenie dziecka do kosza).
„Patrz, mamo, zwierzęta mają przynajmniej instynkt. A ta?” – pyta matkę, pokazując swoją żonę palcem. Lubi taką zabawę: pstryka jej palcami po głowie tak długo, aż wyprowadzi z równowagi. Wrzeszczy, że nie uprasowała mu majtek.
Całą karierę Karola Wołka można by zmieścić w październikach i teraz też jest październik (26): on krzyczy i popycha, ona bierze córkę na ręce i próbuje uciec do innego pokoju. Wołek zagradza im drogę w korytarzu. Szarpie, uderza pięścią w twarz. Gdy ona się przewraca, kopie ją, leżącą na ziemi.
Ona ściska w tym czasie ich roczną córkę.
Obok, w kuchni, siedzi w milczeniu jego matka.
„Nie przesadzaj” – mówi, gdy słyszy płacz synowej.
Tego dnia żona decyduje się wyprowadzić do rodziców (on ma zdążyć jeszcze wypłacić z konta ich wspólne oszczędności, a także pieniądze z jej konta).
Obdukcja lekarska wykazuje ślady pobicia. Policjantka na komendzie nie chce jednak przyjąć zgłoszenia. Jedno przywalenie pięścią, proszę pani (macha ręką), jaka to przemoc, w każdej rodzinie się zdarza – od czasu do czasu. Zostaje przyjęte dopiero po interwencji prokuratora.
Sprawa za psychiczne i fizyczne znęcanie się nad żoną (dziś już byłą) toczy się jednak przeciwko prezesowi Wołkowi od 2012 roku. W 2015 roku został już raz skazany na sześć miesięcy więzienia w zawieszeniu. Wyrok został jednak uchylony, sąd wyższej instancji doszukał się uchybień formalnych. Sprawa ruszyła ponownie, prokuratura podtrzymuje zarzuty i toczy się do dzisiaj. – Pan Karol Wołek robi wszystko, co możliwe, by odwlec ogłoszenie wyroku – mówi Franciszek Piątkowski, pełnomocnik byłej żony prezesa Wołka.
To znaczy: zgłasza się z nowymi wnioskami dowodowymi, żąda powołania nowych biegłych.
Na kolejną rozprawę w sprawie znęcania się nad żoną Karol Wołek również przychodzi z matką. On spokojny, cichy, ale pewny siebie. Ona cicha, elegancka, chłodna.
Przed wejściem na salę dyskutują o „żołnierzach wyklętych”.
Sam, w euforii, przepytuje biegłego, a potem swoją matkę, wezwaną na świadka.
– Oglądałam telewizję z synem, gdy nagle synowa weszła do pokoju i kazała mi się wynosić z domu. Była agresywna – zeznaje matka.
Pełnomocnik poszkodowanej: – Ale czy to znaczy, że to pan bał się żony?
Cisza.
– Tak, bałem się – odpowiada Wołek, odwraca się w stronę publiczności i posyła jej szeroki uśmiech od ucha do ucha.
I tym razem rozprawa nie ma finału – oskarżony składa wniosek o przesłuchanie pracowników firmy, która sześć lat temu pomagała jego byłej żonie w przeprowadzce, czy pamiętają na jej twarzy siniaki.
Wzorce rodzinne „Czyny przodków dostarczają wzorców postępowań, na podstawie których każda wspólnota ludzka wychowuje kolejne pokolenia. W ten sposób następuje przekazanie wartości, wiary, kultury, wiedzy i tradycji między kolejnymi generacjami. Dla funkcjonowania państwa narodowego wychowywanie obywateli w jednym systemie wartości narodowych i obywatelskich jest warunkiem przetrwania (...). Celem naszego działania jest kształtowanie młodzieży, która jest białą kartą i nie jest »zarażona” sposobem myślenia okupanta komunistycznego. Czasem lubię powtarzać zdanie: »Wychowajmy dzieci komunistom«. (...) musimy być zorganizowani i połączeni wspólną tradycją państwową, która dostarcza jasnych i konkretnych wzorców zachowań patriotycznych i obywatelskich” – pisze Karol Wołek w artykule „Przywracanie pamięci narodowej” (kwartalnik „Myśl.pl”, nr 2/2017).
„Zarabiam 26 złotych brutto miesięcznie” – pisze też prezes Wołek w kolejnej sądowej sprawie, właśnie pozywa córkę o zmniejszenie alimentów z 400 do 100 złotych miesięcznie (dziś jest już siedmioletnia, sąd orzekł, że może się widywać z ojcem tylko w obecności matki).
Swoje 26-złotowe dochody dokumentuje PIT-em. Żali się, że ma kryzysową sytuację materialną, o wiele gorszą niż po rozwodzie.
„Wtedy – tłumaczy we wniosku – pracowałem w swoim zawodzie nauczyciela historii i wiedzy o społeczeństwie”. Tłumaczy, że stracił pracę, a szkoła jest na etapie likwidacji.
„W moim zawodzie jest obecnie bardzo trudno o znalezienie pracy ze względu na niż demograficzny. Placówki ze względu na reformę edukacji są likwidowane, a etaty ograniczane lub obcinane w taki sposób, żeby dotychczasowi nauczyciele dotrwali do emerytury, na ułamkach etatu”. „Żyję bardzo skromnie”.
Na Facebooku zamieszcza jednak zdjęcia za kierownicą całkiem nowej kii optima.
Dzwonię do Szkoły im. Czechowicza w Lublinie. – Pamiętam! Dobry nauczyciel, żeby wszyscy tacy byli. Dzieci go lubiły – mówi Beata Teter, wicedyrektorka szkoły.
– To dlaczego został zwolniony?
– Zwolniony? No skąd. Sam odszedł. Podobno miał bardzo dużo pracy w tej swojej fundacji.
Oprócz prezesowania Związkowi Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych Wołek kieruje dwiema fundacjami i jednym stowarzyszeniem.
Wszystkie trzy mają siedzibę w mieszkaniu jego matki. Skład zarządów fundacji jest skromny, ale stabilny – prezesem jest zawsze Karol Wołek, a wiceprezesem lub skarbnikiem jego matka Bożena.
Stronę internetową posiada jedynie Fundacja im. Kazimierza Wielkiego.
(„Nazwa nie jest przypadkowa, skrót FKW miał pasować do jego imienia i nazwiska” – tłumaczy zbuntowany narodowiec z Lublina).
Na stronie fundacja zachęca m.in. do przelewania 1 procentu z podatku, choć zgodnie z prawem nie może go pobierać (bo nie jest wpisana na listę organizacji pożytku publicznego). Trudno w pierwszej chwili zorientować się, że dane, które podaje fundacja, należą do innej organizacji Wołka – Stowarzyszenia im. Kazimierza Wielkiego (wpisane jako OPP).
Najmłodsza, Fundacja Amor Patriae, ma się z kolei zajmować krzewieniem wartości patriotycznych oraz handlem detalicznym.
Zakłada ją w maju 2016 roku. W prestiżowej lokalizacji Pałacu Parysów Wołek razem z Wojciechem Rowińskim (skarbnik ZŻ NSZ) prowadzą tu dzięki fundacji przez kilka miesięcy sklep z odzieżą patriotyczną.
– Pieniądze, które zarabiamy, wydajemy na pomoc kombatantom – zapowiada Wołek w lokalnej prasie niedługo po otwarciu. Jednak potem sklep się zwija. Szyld wisi do dziś, ale w środku pustki.
– Nie wynajmujemy już powierzchni Fundacji Amor Patriae – mówią mi w spółce Menora, która zarządza lokalami, związanej z Józefem Godlewskim, królem Herbapolu. Więcej nie chcą powiedzieć.
– Tak, prowadziłem tam z nim sklep. Z „Wyborczą” jednak nie rozmawiam – rozłącza się Rowiński. Fundacja Amor Patriae do tej pory nie złożyła sprawozdań finansowych w KRS i nie rozliczyła się z działalności.
Z Krajowego Rejestru Sądowego (oddział w Świdniku) wyciągam za to sprawozdania finansowe drugiej – Fundacji im. Kazimierza Wielkiego. Przychody dwuosobowej, rodzinnej fundacji, zarejestrowanej w prywatnym mieszkaniu matki, robią wrażenie.
W 2015 roku to 408 tysięcy złotych (316 tysięcy z darowizn, 90 tysięcy z dotacji). Zysk: 136 tysięcy. W roku 2016 – 358 tysięcy złotych przychodu i 185 tysięcy zysku. Fundacja zatrudnia tylko jedną osobę – matkę prezesa.
Wycieczka za 45 tysięcy Przykładowy program dnia: godzina 5.30 zaprawa, 6.15 kąpiel, 6.30 śniadanie, 7.45 apel i modlitwa NSZ. Od godziny 8 – postawy strzeleckie, ogień, manewry i wynoszenie z pola walki. Od 14 – noże i broń krótka. O 20 czyszczenie broni, 21.30 modlitwa NSZ. 21.45 – capstrzyk.
Na taki 10-dniowy obóz szkoleniowy dla młodzieży, organizowany w 2017 roku przez Związek Żołnierzy NSZ, Karol Wołek dostał z Ministerstwa Obrony Narodowej dotację 49 tysięcy złotych. To nie zaskoczenie, bo państwowe pieniądze płyną szeroko na wszystko, co ma związek z „żołnierzami wyklętymi”. Haczyk jest gdzie indziej.
– Więc to jest tak: w sprawie dotacji prezes idzie do urzędów jako prezes Związku Żołnierzy NSZ. To poważna, uznana w środowisku narodowym organizacja kombatancka, opiekuje się weteranami. Ale umowy na dotacje projektów podpisuje jednak na swoją prywatną fundację, którą prowadzi razem z matką. Związek, którego prezesurę wykorzystuje, nic z tego nie ma – opowiada bliski współpracownik Wołka.
– Człowiekowi honoru nie przystoi zarabiać na dwóch rzeczach – komentuje z kolei zbuntowany narodowiec z Lublina, kiedy zdzwaniamy się kolejnego wieczoru. – Na kurewstwie nie wolno zarabiać, tak uważam, i na patriotyzmie też. Kurde, a tu wszyscy już wiedzą, że się pan zajmuje tematem. Nerwowa atmosfera. I rozglądanie się, który to dał cynk.
– A myślałem, że macie dość prezesa.
– Jasne, ale tego, kto wam doniósł, nikt szanować nie będzie.
Przeglądam faktury, umowy, wnioski.
W ciągu dwóch lat rządów PiS tylko z Urzędu ds. Kombatantów na Fundację im. Kazimierza Wielkiego Wołek dostał ponad 100 tysięcy złotych (w 2015 – 55 tysięcy, w 2016 – 39 tysięcy, w 2017 – 33 tysiące). Tyle miały kosztować m.in. rajdy piesze dla młodzieży i szkolne konkursy literackie (to statutowe zadania Związku Żołnierzy NSZ, którego jest prezesem, tymczasem Związek dostaje równe zero). Ponad 500 tysięcy złotych dotuje fundację Wołka Ministerstwo Obrony Narodowej.
Na przykład – autokarowa wycieczka w 70. rocznicę wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego w Holiszowie przez Brygadę Świętokrzyską NSZ (wystąpienie z pocztem sztandarowym, spotkanie z władzami, położenie wiązanek i zapalenie zniczy) ma kosztować 45 tysięcy złotych. Nocleg i wyżywienie było we własnym zakresie weteranów. Co kosztowało tak dużo?
„Wydrukowaliśmy 20 tysięcy kolorowych ulotek w języku czeskim i angielskim o wyzwoleniu obozu” – pisze Wołek w rozliczeniu dotacji z Urzędem ds. Kombatantów (choć w uroczystościach brało udział kilkudziesięciu weteranów, kilku przedstawicieli miejscowych władz).
10 tysięcy złotych Wołek liczy za „promocję za pośrednictwem relacji prasowych, zdjęciowych, filmowych z przebiegu uroczystości”.
20 tysięcy złotych to koszt reprezentacji, przemarszu, wyposażenia, umundurowania Grup Rekonstrukcji Historycznej NSZ i pocztów sztandarowych” (choć to wolontariusze).
Rok później po pieniądze na wyjazd do Holiszowa Wołek zgłasza się do ministra obrony narodowej. Tym razem koszt autokarowej wycieczki ma wynieść już 122 tysiące złotych (prosi o 109 600 dotacji).
Rajd Pieszy im. Wincentego Sowy ps. „Vis” (dla młodzieży, po lasach wokół Janowa Lubelskiego) ma kosztować prawie 30 tysięcy złotych (MON daje 19 tysięcy).
Fundacja dostaje też na wydawnictwa i konkursy (Ogólnopolski Konkurs o Żołnie-rzach Wyklętych, „Przesłanie informacji o konkursie do mediów” – koszt 10 tysięcy złotych). Wołek zgłasza się także do MON-u po 300 tysięcy złotych na film – tytuł: „Dzik z NSZ”.
Kapujesz już? – pyta bliski współpracownik Wołka. – To dlatego tak wkurzył ludzi w środowisku. Przemoc domowa i alimenty to jedno. Chodzi o to, że pieniądze przeznaczone na cały Związek Żołnierzy NSZ i jego cele, ze wszystkimi regionami, poszły sobie teraz bokiem prosto do Wołka.
Srebrny Krzyż samozasługi Na wręczenie Krzyża Zasługi (12 grudnia) prezes Wołek wkłada czerwony krawat w paski. Ze wzruszenia szklą mu się oczy. W imieniu prezydenta odznaczenie przypina mu wojewoda lubelski Przemysław Czarnek.
To sympatyk narodowców, desant PiS-u na urząd wojewódzki w Lublinie – wcześniej był prawnikiem w biurze poselskim posła PiS z Zamościa Sławomira Zawiślaka.
Gdy o odznaczenie pytam w Kancelarii Prezydenta, odpowiadają, że Srebrny Krzyż Zasługi dla Wołka to właśnie inicjatywa i pomysł wojewody Czarnka.
Wojewoda jednak zaprzecza. Tylko formalnie opiniował, że tak, owszem, prezes Wołek „wykazuje się znaczącym zaangażowaniem zarówno w pracy zawodowej, jak ofiarnej działalności publicznej”.
– Czyli kto go zgłosił do orderu?
„Inicjatorem uhonorowania Karola Wołka był poseł na Sejm RP prof. dr hab. Jacek Kurzępa, który skierował wystąpienie w tej sprawie do Kancelarii Prezydenta RP” – odpisuje wojewoda palcami rzecznika Radosława Brzózki.
Jacek Kurzępa to poseł PiS-u z lubuskiego. Dzwonię.
– Order dla kogo? Z Lublina? – pyta poseł. – Grzechu... – mówi do mnie, choć pierwszy raz w życiu z nim rozmawiam. –...To jakaś pomyłka. Nie znam w ogóle takiego człowieka.
– Nie prosił pan o jego odznaczenie?
– A w życiu. Grześku, przecież ja jestem z województwa lubuskiego, a nie lubelskiego. Więc ktoś tu się pomylił. Do widzenia – mówi.
Dzwonię kilka dni później, zaopatrzony w dowody.
– Przecież pisał pan: „Pragnę zaproponować do uhonorowania…” i tak dalej. „Każda z wymienionych osób przyłożyła zasługi dla państwa i obywateli spełniając czyny przekraczające zakres ich zwykłych obowiązków. Ponadto było to związanie z ich niezwykłą ofiarnością na forum publicznym. W oczekiwaniu na pozytywne rozstrzygnięcie”. I pański podpis.
– Grzechu, zgłupiałem, naprawdę. Musiałbym sprawdzić.
– Ależ Jacusiu – mówię, bo zirytowała mnie ta familiarność – Kancelaria sfałszowała podpis?
– Powiem szczerze. Czasem podpisuje się wnioski o odznaczenia, chociaż człowieka się nie zna. Nie sprawdzam, ufam kolegom.
– Ale Wołka to chyba pan zna? Wystąpił pan z nim podczas sejmowej konferencji dotyczącej „żołnierzy wyklętych”.
– Teraz sobie przypominam. Muszę to jeszcze sprawdzić.
Kilka dni i kolejny telefon później poseł w mailu pisze wyjaśnienia:
„W roku ubiegłym przygotowując się do obchodów Dnia Żołnierzy Niezłomnych i corocznym spotkaniu 1 marca w Sali Kolumnowej Sejmu, intencją naszą, grupy posłów (których ja reprezentowałem) jako główny organizator, powieliliśmy intencję podziękowania poprzez rekomendacje o odznaczenia państwowe grupy społeczników, ludzi dobrej woli (…). Wśród wielu podanych na liście zaproponowanej znalazł się Pan Karol Wołek”.
Poseł przyznaje, że „nie uwzględnił konieczności dokonania rozpoznania, czy jakieś kompromitujące fakty nie uchylają zasadności rekomendacji”.
W Lublinie mówi się za to, że Karol Wołek sam sobie ten krzyż załatwił:
– Jak to załatwił?
– Normalnie – tłumaczy mi zbuntowany narodowiec. – Zwrócił się do posłów, w imieniu całego związku, z prośbą o przyznanie krzyża zasłużonemu, czyli dla siebie. Wojewoda klepnął, no i jest. Ale słyszałem, że wojewoda poprosił ostatnio, żeby go na uroczystościach więcej z prezesem Wołkiem nie fotografować. Więc się chyba w końcu na prezesa wkurzył. U nas też się ruszyło. Kilka osób ze środowiska podobno pracuje nad listem protestacyjnym w sprawie prezesa. Będzie rozsyłany do kogo trzeba. Ale to potrwa. Na razie nie mogą dojść do porozumienia, co powinno się w takim liście znaleźć.
Doszli. Wysłali listy do MON-u, IPN-u i Urzędu ds. Kombatantów. Jeden jest o fundacji Wołka, która „podszywa się pod związek”, drugi o sprawie karnej i alimentacyjnej.
„(...) Utracił moralne prawo do reprezentowania środowiska żołnierzy i spadkobierców NSZ (...) nie jest godzien prezesury ZŻ NSZ (...) powinien złożyć urząd albo zostać odwołany (...) objęty infamią (...) zostać potraktowany tak, jak na to zasłużył”. Oświadczenie podpisali m.in. Artur Zawisza (były poseł) i Andrzej Turkowski (były dyrektor Agencji Filmowej TVP).
Prezes Karol Wołek odmówił rozmowy i odpowiedzi na jakiekolwiek pytania.
Niektóre dane moich rozmówców ze względu na ich prośbę zostały zmienione
http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,23296034,narodowcy-donosza-na-prezesa-do-wyborczej-smiertelny-wrog.html
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2017.04.16 17:37 SoleWanderer Polska to głupi raj podatkowy. Dlaczego pozwalamy się okradać? - wyborcza.pl

http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,21631927,polska-to-glupi-raj-podatkowy-dlaczego-pozwalamy-sie.html
Austriacy skubali Czechów, więc Czesi znaleźli sobie własnego wypasionego miśka. Teraz skubią nas. Polska na optymalizacji podatkowej traci rocznie 46 mld zł. Europa - 300 mld euro. Rozmowa z prof. Dominikiem Gajewskim. Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów cyfrowej Wyborczej Co jest przyczyną? – Brak solidarności. W 2008 roku przyszedł kryzys i każdy kraj zaczął sobie radzić na własną rękę. Ratuj się kto może! Weźmy Austrię: mieli kłopoty z bankami, eksport spadł im o 20 proc., więc co zrobili? Oskubali sąsiadów. Rząd wprowadził przepisy, które pozwalały holdingom z innych krajów Europy nisko opodatkować zyski. „Przyjdźcie do nas, a damy wam realną stawkę kilkuprocentową”. Patent bezczelny, ale skuteczny. Odbyło się to głównie kosztem Włoch, Węgier, Słowacji i Czech.
Bo firmy zaczęły przenosić fabryki do Austrii? – Skąd! Tylko zyski na papierze. Jeśli kieruje pan dużą firmą produkującą meble we Włoszech, to nie przeniesie się pan z całym majdanem do Austrii. Po co? Rejestruje pan spółkę w Wiedniu i płaci odtąd realnie 6 proc. podatków.
To jest zgodne z unijnym prawem? – Nie jest. Czesi się wściekli. Złożyli oficjalny protest do Komisji Europejskiej. „No jak to? Austria robi takie numery, a wy nie reagujecie”. Bruksela uruchomiła procedurę kontroli.
Jak z naszym Trybunałem? – Tak. Powołała zespół. Zespół sprawę badał. Przesłuchał przedstawicieli krajów poszkodowanych i przesłuchał Austriaków. Argumenty, tłumaczenia, dyskusje. Po kilku miesiącach Austria dostała tzw. decyzję żółtej kartki. Odwołała się. Znowu argumenty, tłumaczenia, dyskusje. Czas leci. Żółta kartka się uprawomocniła, to potem jest kartka czerwona. Kolejne odwołania. Trwało to rok, firmy przez cały ten czas miały raj podatkowy. W końcu Bruksela wysłała do Wiednia decyzję: „Macie to zmienić”.
A Wiedeń: „Nie będziecie nam mówić!”. – Przeciwnie: „Ależ oczywiście, szanujemy wartości europejskie, bardzo przepraszamy i już zmieniamy”. Z dniem 31 grudnia przepisy zlikwidowali, a od 1 stycznia wprowadzili inne, które działają bardzo podobnie.
Cyrk. – Jest jeszcze ciąg dalszy. Otóż Czesi i Słowacy po tej lekcji zmienili taktykę: „No pięknie. Unia nam nie pomogła, Austria bawi się w kotka i myszkę. Zróbmy to samo”. Postanowili wejść do gry i oskubać kogoś innego. Kogo Czesi i Słowacy mają jako takiego wypasionego miśka?
Polskę? – No oczywiście. Proszę zwrócić uwagę, ile luksusowych samochodów zaczęło jeździć po Warszawie na czeskich numerach. I nie przyjechali tutaj turyści. Firmy – zwłaszcza ze Śląska – rejestrują działalność w Czechach i tam się rozliczają z podatków.
Przecież stawki podatkowe dla firm w Polsce i Czechach są takie same. – Bo na tym polega inteligentny raj podatkowy, że pozornie wszystko jest w porządku. W Austrii oficjalne podatki też są wysokie. „My zaniżamy podatki? Ależ skąd! Spójrzcie na nasze stawki!” – odpisują Brukseli. Czesi przyjęli taką taktykę: „Przyjdź do nas, polski podatniku, a będziesz mógł korzystać z zasady gościnności podatkowej”.
Gościnności? – Jak pan przyjmuje gości na herbatce, to przy wyjściu nie sprawdza im kieszeni, prawda? Firma może swój dochód zmniejszyć o różnego rodzaju koszty, które nie mają związku z działalnością. Oficjalnie podatek wynosi 19 proc., ale płaci go pan od jednej dziesiątej rzeczywistych zysków, bo resztę może wrzucić w koszty. I realne opodatkowanie to niecałe 2 proc.
W raju podatkowym ważniejsze są ulgi niż stawki - mówi specjalista od podatków prof. Dominik Gajewski z SGH
I to się Czechom opłaca? – Oczywiście. Bo mają zerowe koszty jako państwo. Im bardziej firma działa u sąsiada, tym lepiej mieć jej podatki. Tłumaczyć?
Tak. – To weźmy przykład wielkiej europejskiej korporacji handlowej, która ma tysiące sklepów i miliardy euro obrotów. Jej ciężarówki wożą towary po drogach Niemiec, Francji, Włoch i Polski. Drogi się zużywają, prawda? Trzeba je remontować z podatków. Jak ciężarówka ma wypadek i nikt się nie chce przyznać, to sąd rozstrzyga, kto winien. Sądy też utrzymuje się z podatków. Jak pracownik magazynu spadnie z drabiny, to ląduje w publicznym szpitalu. Kiedy osiągnie wiek emerytalny, to dostaje od państwa emeryturę. I tak dalej. Tam, gdzie firma działa i ma obroty, tam generuje też rozmaite koszty, które ponosi państwo. Podatki mają te koszty pokrywać. A tu nagle pojawia się dobry wujek w postaci małego Luksemburga albo Austrii, gdzie firma nie prowadzi żadnej rzeczywistej działalności: „My ci pozwolimy płacić 2 proc., ale rozlicz się u nas”. Spijają śmietankę podatkową.
No ale to jest złodziejstwo. – Jest.
I co? – Nic. Oficjalnie się do tego nie przyznają. „No jak to? Co się czepiacie? Mamy dobry system podatkowy, wysokie stawki, wszystkich praw przestrzegamy”. Luksemburg potajemnie podpisywał umowy z wielkimi korporacjami na opodatkowanie zysków stawkami od 1 do 3 proc. W 2014 roku dziennikarze to ujawnili i wybuchła afera Luxleaks. Okazało się, że Luksemburg ściągnął do siebie cały biznes europejski, 340 największych holdingów. Na tej liście byli wszyscy. Może pan strzelać nazwami w ciemno.
Ikea? – Była.
Coca-Cola? – Była. Amazon, Google, Lukoil. Wszyscy liczący się na świecie – od Stanów Zjednoczonych po Rosję – płacili od swoich europejskich zysków od 1 do 3 proc. podatku. Jeśli nawet nazwa jakiejś dużej firmy nie pojawia się w dokumentach z Luksemburga, to są różne spółki córki. Oficjalnie stawka podatku CIT w Luksemburgu wynosi 29 proc. „Mamy wysokie podatki”. A pod stołem – 1 proc. Bo zastosujemy ulgi i zwolnienia, które nie funkcjonują nigdzie indziej. Wykorzystali stare regulacje z lat 50., które zapomniano skasować w trakcie przyjmowania Luksemburga do Unii.
Miliardy wyciekają frajerom. Jeśli Marine Le Pen zostanie prezydentem Francji głosami sfrustrowanych młodych, podziękujcie Pepsi, Ikei i Deutsche Bankowi
Inni też tak robią? – Szwajcaria. Cztery lata temu straciła swoją najsilniejszą kartę, czyli to, że była światowym centrum tajemnicy bankowej. Stany Zjednoczone najmocniej na to naciskały, bo tropiły po całym świecie miliardy grup przestępczych, dochodziły do Szwajcarii i odbijały się od ściany. W końcu tę ścianę skruszono, Szwajcarzy zgodzili się wymieniać informacjami. Więc te szemrane miliardy już tam nie płyną tak szerokim strumieniem. Trudno utrzymać się z czekolady, zegarków i stoków narciarskich. Trzeba wymyślić coś ciekawego. I teraz poszczególne kantony dilują z korporacjami.
Dilują? – Specyfika systemu szwajcarskiego polega na tym, że każdy kanton ma sporą suwerenność i może ustalać indywidualne rozwiązania podatkowe w zależności od potrzeb holdingów. Jak się Bruksela próbuje wtrącać, to Szwajcaria, która nie jest w Unii, może mówić: „Nie wasza sprawa”. Oczywiście jeśli nacisk Brukseli jest silny, to w końcu ustępuje, ale za chwilę w innym kantonie pojawia się podobne rozwiązanie, które pozwala podatki optymalizować. Ostatnio odbyło się w Szwajcarii referendum. Pytano, czy państwo powinno przyznać obywatelstwo wnukom imigrantów. A przy okazji zadano też inne pytanie: „Kraje sąsiednie i Komisja Europejska naciskają, żebyśmy nie stosowali konkurencyjnych rozwiązań podatkowych. Czy zgadzasz się, żeby te rozwiązania były bardziej restrykcyjne?”. I obywatele odpowiedzieli: „Nie”. Chcą, żeby holdingi miały u nich preferencyjne stawki. Zgarną tylko 3 proc., ale i tak się opłaci.
Europejskie banki w rajach podatkowych. Wyprowadziły aż jedną czwartą zysków!
Bo nie ich drogi są rozjeżdżane. – Tak. Holding otwiera w Szwajcarii biuro, które ma 50 metrów kwadratowych i prawa do znaku towarowego. Oddziały holdingu z innych państw Europy muszą tej szwajcarskiej spółce przelewać setki milionów opłat za korzystanie z tego znaku.
I cały swój zysk taka firma rozlicza w Szwajcarii? – Niecały. Jak jest pan prezesem wielkiej międzynarodowej firmy, to musi kombinować inteligentnie. W Niemczech zostawia pan do opodatkowania 5 proc. rzeczywistego zysku, w Anglii – 3 proc. I te ogryzki opodatkowuje tamtejszymi wysokimi stawkami.
Po co? – Żeby nikt się nie czepiał. Jeśli dziennikarze „Die Welt” na konferencji prasowej zapytają prezesa: „Czy płacicie podatki?”, to może odpowiedzieć: „Płacimy! Aż 30 proc. według niemieckich stawek, proszę spojrzeć do bilansu”.
Jeden ze szwajcarskich trików to ulga nieruchomościowa. Holdingi mogły odliczać od podstawy podatkowej kredyt hipoteczny wzięty na nieruchomość. Powie pan: nic nadzwyczajnego, w wielu państwach firmy mogą odliczyć odsetki. Ale tam można było odliczyć całą ratę kapitałową! Co to oznacza? Że holding, zamiast zapłacić podatki, kupował nieruchomość. Po pięciu latach był posiadaczem dużego hotelu albo biurowca.
Ale po co takiemu holdingowi biurowiec w Szwajcarii, jeśli tak naprawdę nie prowadzi tam działalności? – Po nic. Sprzedaje nieruchomość po pięciu latach i ma czyste pieniądze z niezapłaconych podatków. Prezes firmy nawet nie musi tego biurowca oglądać, bo wszystko odbywa się za pośrednictwem wyspecjalizowanej kancelarii. Ale jak pan zapyta prezesa o podatki: „Płacimy! Przecież w Szwajcarii stawka wynosi 21 proc., proszę sobie sprawdzić”.
Holdingi działają transgranicznie. Jakieś działanie u nas może być niedozwolone, ale jeśli przerzucimy je do spółki w Czechach, będzie dozwolone. Jeszcze inną część działalności przerzucimy do spółki w Irlandii. Fiskus wariuje, bo nie wie, jak do tego podejść. Oczywiście może pan uciec dalej, do Afryki, na Kajmany. Każdy holding, tworząc swoją strategię podatkową, ma do dyspozycji derywaty, instrumenty hybrydowe, ich nazw urzędnicy nawet nie znają. Ciągle są nowe mody, jedne triki znikają, pojawiają się inne.
Ostatnio co jest modne? – „Pożyczka obligacji szanghajskich”. Cała Europa się z tym zmaga. Ten instrument jest tak pomyślany, że pozwala wytransferować cały zysk do Azji. Przerzucić go do spółki w Szanghaju i kupić obligacje, które mają horrendalnie wysokie oprocentowanie. W slangu korporacyjnym mówi się, że te papiery są „wysoko uzyskowione”. Przychodzi kontrola: „No jak to? Przerzuciłeś zysk w jakieś azjatyckie obligacje? Przecież mogłeś kupić obligacje krajowe”. „Ale tamte mi dadzą 50 proc. zysku, miałem cel ekonomiczny, żeby tak zrobić”.
I gdzie jest trik? – To jest fikcja.
Nie przyniosą takiego zysku? – Ale kiedy to można stwierdzić? Po pięciu latach, kiedy zobowiązania podatkowe się przedawnią.
Za pięć lat pieniądze z tych obligacji wycofam. – Tak. Bez płacenia podatku.
I wszyscy wiedzą, że to jest oszustwo? – Ale jak pan to udowodni? Obligacje szanghajskie są tak skomplikowane, że jak biedna pani Krystyna z urzędu skarbowego usiądzie nad tym, to załamie ręce. A jeszcze dokumenty przyjdą w obcym języku.
A jeśli to będzie Christine z brytyjskiego urzędu skarbowego? – To na Christine jest jakiś inny sposób. Korporacje międzynarodowe monitorują państwa, sprawdzają na bieżąco orzecznictwo sądów i słabe punkty urzędów skarbowych. Wiedzą, jakie słabości ma nasza Krystyna, a jakie brytyjska Christine. Azja jest teraz głównym ośrodkiem optymalizacji podatkowej z intelektualnym centrum w Kuala Lumpur. Zatrudnili najlepszych specjalistów z USA i Europy, dali im kosmiczne stawki. Jako prezes wielkiej firmy może pan polecieć do Kuala Lumpur i powiedzieć tak: „Chcę wytransferować z Europy Środkowo-Wschodniej 30 mld euro”. I oni sprzedadzą panu strategię szytą na miarę. Zbudują hybrydę z paru spółek i zaplanują kolejne ruchy polegające na przerzucaniu zysków między nimi.
Żeby zejść z podatkami na zero? – Zwykle chodzi o zejście na 3 proc. Jest mniej więcej tak: robi pan trzy ruchy między spółkami i wtedy, zamiast płacić 19 proc. podatku, płaci jakieś 6-7 proc. Sześć ruchów – można zejść na 3 proc. A może pan zrobić osiemnaście ruchów i wtedy będzie zero.
Czyli uczciwość korporacji polega dziś na tym, że płacą w Europie podatki w wysokości 3 proc. i łaskawie nie schodzą na zero? – Niektóre schodzą. Wiele płaci 3 proc., inne – te mające skrupuły – 6-7 proc. Korporacje mają do dyspozycji 600 instrumentów optymalizacji podatkowej. Ale to nie wszystko. Jeśli prowadzi pan biznes w dziesięciu europejskich krajach, to może korzystać z umów międzypaństwowych o unikaniu podwójnego opodatkowania. Zaczęto je podpisywać w latach 60., czyli w czasach, kiedy każdy robił wielkie oczy na określenie „umowa leasing”. Są więc pełne dziur i nie uwzględniają zjawisk, z którymi mamy do czynienia dzisiaj. Ale nadal obowiązują. Dziś umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania służą unikaniu jakiegokolwiek opodatkowania. Każde państwo podpisało ich od 60 do 150. A proszę pamiętać, że umowy międzynarodowe mają pierwszeństwo przed ustawami krajowymi. Międzynarodowa korporacja może zbudować siatkę spółek i tak żonglować, że zapłaci 0,01 proc. podatku. W świetle prawa.
Szwindel. – Tak. Tylko nie ma sensu używać takich słów i pałać świętym oburzeniem. Nie chcę, żeby mnie odbierano jako moralistę, który prowadzi krucjatę przeciw holdingom. Bo państwa i rządy są tak samo winne. Brak skutecznej polityki powoduje, że prezesi holdingów muszą się zachowywać coraz gorzej.
Bo? – Jeśli pan jest prezesem, który ma skrupuły, a ja prezesem, który skrupułów nie ma, jeśli pan płaci podatki, a ja – działając w tej samej branży – agresywnie podatki optymalizuję, to kto wygrywa? Z oszczędności na podatkach mam dodatkowe spore pieniądze i przerzucam je na walkę z panem. Na przykład przez rok oferuję swoje produkty poniżej kosztów.
W Unii nie wolno stosować cen dumpingowych. – Wielu rzeczy nie wolno. Tyle że jako prezes holdingu jestem w stanie każdej kontroli wykazać, że to nie jest cena dumpingowa. Co ten uczciwszy prezes ma zrobić? Dwa lata wytrzyma, a potem pokaże słabe wyniki i akcjonariusze wyrzucą go na zbity pysk. Więc prezesami holdingów zostają ludzie, którzy takich skrupułów nie mają. Firmy widzą, że państwa nie reagują, że nie ma żadnych sankcji za agresywną optymalizację. To jest zjawisko psucia dobrego podatnika.
Czy Unia wie, że wielkie firmy płacą najwyżej kilkuprocentowe podatki? – Wszyscy wszystko wiedzą. W 2014 roku po aferze Luxleaks rząd Luksemburga został zmuszony do przekazania Komisji Europejskiej dokumentów. Przekazał ich 7 mln. I widać tam czarno na białym, że holdingi od swoich europejskich zysków płaciły podatki w wysokości 1-3 proc.
I co? – Było wielkie oburzenie, okrzyki, że to skandal. I sporo moralizowania.
Z którego coś wynikło? – Niewiele. Dlatego właśnie jestem przeciwnikiem moralizowania, bo ono służy wyłącznie poprawie naszego samopoczucia, a nie żadnym realnym działaniom.
Więzienie za LuxLeaks. Ale... nie dla oszustów
Ile budżety państw Europy tracą? – Co roku 300 mld euro. To kwota wyliczona na podstawie dokumentów z Luksemburga.
To dużo? – Kosmos.
Ale jak wielki jest ten kosmos? Czy gdyby ta kwota trafiała do budżetów, to nie byłoby problemu deficytów? – Nie byłoby.
Nie trzeba by robić cięć w emeryturach, systemach edukacji i zdrowia, co miało miejsce po kryzysie w wielu krajach Unii? – Pewnie nie. A w każdym razie cięcia nie byłyby tak duże.
To ja czegoś nie rozumiem. Przecież to jeden z głównych problemów rządów europejskich, że mają deficyty i ciągle muszą oszczędzać. Holandia, Francja, Wielka Brytania – wszędzie tam przez ostatnie lata odbywało się odchudzanie sektora publicznego i wszędzie wywołało to frustrację obywateli. – Tak. To jedna z przyczyn fali populizmu. Politycy głównego nurtu wiedzą, że coś z tym trzeba zrobić, tyle że brakuje solidarności. Jedni próbują coś w podatkach załatać, a inni się wyłamują i mówią holdingom: „Zapraszamy do nas”. Z wielkimi firmami dilują Luksemburg, Holandia, Austria, Czechy, Irlandia, zaraz zacznie dilować Londyn. Wiele państw przechodzi na złą stronę mocy. A reszta się zastanawia: „Może trzeba dołączyć?”. Często słyszę na korytarzach w Brukseli takie rozmowy: „Nie liczymy już na solidarność, musimy chronić swój ogródek”. „Może lepiej skubać, niż być skubanym?”. Najbardziej irytujące, że to wszystko dzieje się w ramach Unii Europejskiej, gdzie powinny obowiązywać wspólne zasady. Co jakiś czas wybucha skandal, wszyscy są niesłychanie wzmożeni moralnie, wygrażają holdingom, ale późniejsze działania Brukseli są rozwadniane.
Na przykład? – Komisja Europejska przyczepiła się w zeszłym roku do Irlandii, która pozwoliła firmie Apple zyski z całej Europy opodatkować stawką – uwaga – 0,005 proc. Odbyło się to kosztem wszystkich krajów Unii, również Polski, gdzie przecież ta firma sprzedaje swoje produkty. Wybuchł skandal, powołano komisję, która policzyła, że niezapłacone podatki Apple’a to 13 mld euro. Bruksela powiedziała więc do Irlandii tak: „No, tym razem przesadziliście. Musicie zażądać, żeby Apple oddał te 13 mld. A jak nie, to sami zapłaćcie”.
I? – Guzik. Kto się odezwał? Rząd USA. „Dlaczego nachodzicie nasze firmy?”. I Irlandia natychmiast potulnie ogłosiła: „Dziękujemy pięknie, nie chcemy tych pieniędzy, bo jesteśmy krajem przyjaznym dla biznesu”.
Komu nie zależy na likwidacji rajów podatkowych?
Ekonomista Thomas Piketty pisze tak: „Irlandia najpierw była cudem, potem katastrofą, a teraz jest skandalem. Wprost nieprawdopodobne, że Unia pożycza jej 90 mld euro, aby ratować irlandzkie banki, a jednocześnie nie wymaga podniesienia stawki podatku od spółek. Pozwalamy w ten sposób na podkopywanie bazy podatkowej sąsiadów i nie ma to nic wspólnego z zasadami gospodarki rynkowej czy liberalizmu. To się nazywa kradzież. Pożyczać pieniądze tym, którzy nas okradli, i nie domagać się niczego, co by zapobiegło takiej sytuacji w przyszłości, to z kolei głupota”. – Zgadzam się z Pikettym. Przy czym on pisze o oficjalnym irlandzkim podatku od spółek, który i tak jest niski, bo wynosi 12,5 proc. Ale koncerny nawet tego nie płacą. Nie możemy wyegzekwować od Irlandii uczciwych zasad od lat. Mimo że jest z nami w jednym klubie. Największy problem z Irlandią miała Wielka Brytania, bo wiele spółek tam odpłynęło. A teraz z kolei cała reszta państw Unii będzie miała problem z Wielką Brytanią, która zacznie z korporacjami dilować. Firmy ulokowane w londyńskim City coś muszą dostać.
Dostać? – Po Brexicie, żeby chciały w Anglii dalej działać. Wielka Brytania będzie nowym rajem podatkowym, mamy to jak w banku. Jestem przekonany, że wprowadzą jednocyfrową stawkę podatku CIT. Najpierw to będzie karta przetargowa w trakcie negocjacji brexitowych, będą tym szantażować całą resztę, a potem i tak to wprowadzą. Dżuma podatkowa drąży nas od wewnątrz. Dla Europy nie jest problemem raj podatkowy w Panamie czy na Kajmanach, bo z tym jako tako potrafimy sobie radzić. Problemem jest nieuczciwość między partnerami.
Facebook w 2014 roku zapłacił w Wielkiej Brytanii 4237 funtów podatku. – Zgadza się.
Przy miliardowych przychodach. – Owszem.
Tak na chłopski rozum: jeżeli firma działa w jakimś kraju, sprzedaje swoje usługi za miliard, wystawia faktury, to przecież urzędnicy skarbowi widzą to na swoich komputerach. – Widzą.
Mogą ten miliard z faktur porównać z podatkiem w wysokości 4237 funtów i zameldować ministrowi finansów, że coś jest nie tak. – Mogą.
Brytyjski minister może zadzwonić do prezesa Facebooka i powiedzieć: „No chyba żartujecie! Cztery tysiące funtów podatku? Albo płaćcie uczciwą dolę, albo do widzenia”. – Tak, genialne rozwiązanie. Tylko przyjmijmy, że jestem tym Zuckerbergiem. Po co mam sprzedawać usługi jako spółka zarejestrowana w Anglii? Sprzedam te usługi jako spółka irlandzka.
„Jeśli nie płacisz podatków, to nie możesz u nas w ogóle sprzedawać. Ani jako spółka brytyjska, ani jako irlandzka czy luksemburska”. – Mogę, bo takie jest prawo. A żeby je zmienić, musi być wola wszystkich stron. Podobne regulacje. Harmonizacja.
Facebook kończy z unikaniem podatków? Zapłaci miliony w Wielkiej Brytanii
Czyli wszystkie kraje Europy musiałyby wspólnie powiedzieć firmom: „Podatki macie płacić tam, gdzie zrobiliście obroty”. – Tak. I powstało takie rozwiązanie. Byłem w grupie ekonomistów, która na zlecenie Komisji Europejskiej je przygotowała. Prace trwały od 2000 roku. Patent nosi nazwę CCCTB, czyli wspólna skonsolidowana korporacyjna podstawa opodatkowania. Holdingi nie mogą przerzucać zysków. Płacą tam, gdzie faktycznie działają.
Dokładnie jak? – Zyski koncernu ze wszystkich państw Unii są traktowane łącznie. Dopiero potem są dzielone na poszczególne kraje. Robi to specjalny algorytm, który uwzględnia, ile holding zatrudnia w danym państwie pracowników, jaki miał obrót i dochód. To wszystko są policzalne rzeczy. Przypadającą mu część zysku każdy kraj samodzielnie opodatkowuje według własnych stawek.
Skuteczne? – Tak. Bo trudniej uciec.
Na Kajmany. – Ale wtedy takiej firmie można powiedzieć to, co pan proponuje: „Nie możesz działać w całej Unii”. I prezes się pięć razy zastanowi, czy stać go na rezygnację z rynku, na którym jest 500 mln konsumentów.
Co się z CCCTB stało? – To co zawsze. Na forum międzynarodowym wszyscy chwalili: „Świetny pomysł! Skończmy z optymalizacją!”. A potem wspólnymi siłami dyrektywę w tej sprawie rozwodniono. Prace nad CCCTB trwały dwanaście lat. Uczestniczyłem w negocjacjach, rozmawialiśmy z przedstawicielami rządów. Przyjeżdża minister finansów wielkiego europejskiego kraju z trzema osobami towarzyszącymi. Uścisk dłoni, przedstawiają się i słyszę, że te osoby towarzyszące to wiceprezesi oraz księgowi największych holdingów. W końcu w 2011 roku powstał projekt regulacji, która jest dziurawa.
Bo? – Okazało się, że CCCTB ma być fakultatywne. To holding decyduje, czy chce to rozwiązanie wybrać, czy nie. I nikt nie zrobił bezpiecznika, żeby uniemożliwić transfer zysków między starym a nowym systemem płacenia podatków. Holding mógłby ogłosić, że korzysta z CCCTB, wszyscy biją brawo, a 90 proc. zysku rozlicza po staremu. Zresztą ta rozwodniona wersja CCCTB też nie została wprowadzona. Kilka krajów – między innymi Polska – zgłosiło weto. „Wkraczacie w nasze ustawodawstwo narodowe, zabieracie nam suwerenność podatkową” itd. Trwają prace. Może jeszcze coś z tego będzie.
A dżuma zaraża? – Zaraża i mutuje. Społeczeństwa mówią: „Gdzie ta sprawiedliwość? Holdingi nie płacą, a wy znęcacie się nad biednym przedsiębiorcą, który nie ma gdzie uciec”. To może prowadzić do rewolucji. Optymalizacja podatkowa ma poważne konsekwencje dla małych i średnich firm. Dusi je.
Jak? – Państwo ma przecież ściśle określoną politykę budżetową. Musi zebrać środki, aby potem je wydać na swoje cele. Jeżeli od największych firm nie wpływa to, co powinno, to gdzie fiskus idzie? Do małego i średniego przedsiębiorstwa. Trochę jak na podwórku pod trzepakiem, gdzie łatwiej utoczyć małego, słabszego niż dużego i dobrze zbudowanego. W zdrowym kapitalizmie jest tak, że dużym firmom siedzą na ogonie firmy średniej wielkości, które bywają sprytniejsze, bardziej obrotne. I co jakiś czas odnoszą sukces, następuje zdrowa wymiana liderów. Ten mechanizm działa dużo gorzej, jeśli średniak musi płacić podatku 20 proc., a wielki holding – 2 proc. I ten wielki ma dzięki temu środki, żeby konkurencję zadusić w zarodku.
Wiadomo, ile Polska traci na optymalizacji podatku CIT? – 46 mld zł rocznie. Wynika to m.in. z dokumentów Luxleaks. Pokazały, z których krajów ile pieniędzy ucieka.
To prawie tyle co polski deficyt. – Tak. Na korytarzach w Brukseli mówi się czasem o Polsce, że jest inteligentnym rajem podatkowym, skoro pozwala wielkim firmom nie płacić. Ale nawet jeśli mamy cechy takiego raju, to po pierwsze – przez przypadek, a po drugie – niczego na tym nie zyskujemy. Nie działamy sprytnie jak Austria czy Irlandia. Tylko: „się zrobiło”.
Się zrobiło? – Jesteśmy głupim rajem podatkowym. To, że nasz fiskus jest bezzębny wobec międzynarodowych korporacji, nie wynika z dilowania, tylko raczej z siły bezwładu. Nawet nie wiemy, jakie sposoby optymalizacji stosują u nas holdingi. To musi sprawdzić urzędnik na dole, a jeśli nie jest przeszkolony, to nie sprawdzi.
Za miliardy z funduszy europejskich budujemy drogi, mosty, tunele. Wykonawcami są koncerny z całego świata. Ale jak pan spojrzy, jakie były wpływy z podatków w czasie, gdy unijne środki płynęły najszybciej, to okazuje się, że CIT nie drgnął. A powinny być przecież wyższe wpływy, skoro tyle się buduje. O co chodzi? Międzynarodowe firmy doradcze, jeszcze zanim weszliśmy do Unii, sprzedawały pilotażowe programy, które pozwalały zoptymalizować w Polsce podatki w kontekście programów unijnych. Teraz zaczynają płynąć kolejne unijne miliardy. I są już gotowe, lekko zmodyfikowane rozwiązania podatkowe z poprzedniej perspektywy budżetowej.
Polska może coś z tym zrobić? – Coś może. Trochę.
Żeby płacili 19 proc.? – No skąd! Tyle to oni nie będą płacić. Jakieś 10 proc. może da się uzyskać, gdybyśmy uszczelnili system. Żeby płacili pełną dolę – czyli uczciwie dokładali się do wszystkich kosztów państwa i zostawiali jakąś górkę – to można załatwić tylko przez solidarne działania państw Unii.
Wspólny rząd? – CCCTB. I ponadnarodowy urząd fiskalny, który będzie w stanie się oprzeć naciskom rynków. Bo jeśli pojedyncze państwo wprowadzi zbyt restrykcyjne rozwiązania, to zaraz jest przez nie karane. Nawet silne Niemcy na zbyt wiele nie mogą sobie pozwolić. Paradoks polega na tym, że suwerenność wobec rynków można dziś zyskać, tylko zrzekając się części prerogatyw państwa narodowego na rzecz takiego wspólnego silnego ciała.
Właściwie dlaczego pan jest po tej, a nie po tamtej stronie? Jako doradca podatkowy zarabiałby pan więcej. – Optymalizacja podatkowa od 20 lat ciekawi mnie naukowo. Wolę ją badać, niż wyszukiwać triki dla firm.
Badał ją pan głównie na Zachodzie. – Bo u nas miałem za mało danych. Zacząłem się w tym specjalizować w latach 90. na studiach w Lublinie i wtedy uchodziło to za dziwactwo. Więc wyjechałem studiować techniki optymalizacyjne do Stanów. Potem wróciłem do Europy na uniwersytety w Wiedniu i Paryżu. Realizowałem projekt dla Komisji Europejskiej, wyszukiwałem luki w unijnym prawie podatkowym, które potem próbowano łatać. To, że byłem naukowcem, otwierało mi drzwi w niektórych holdingach, mogłem z bliska przyjrzeć się metodom optymalizacji.
Dlaczego wrócił pan do Polski? – Bo w 2014 roku dostałem telefon z Ministerstwa Finansów. Mateusz Szczurek zaproponował, żebym pomógł stworzyć strategię uszczelnienia naszego systemu podatkowego. Pracowaliśmy ponad rok z całym zespołem. Strategia powstała, ale jej nie wprowadzono.
Dlaczego? – Szczurek był mocno za. Próbował to przepchnąć. „Świetnie. Ale po wyborach” – zdecydowali politycy. Podejrzewam, że nie chcieli mieć jęków biznesu o gnębieniu kontrolami. Drobny i średni biznes to też są przecież wyborcy.
Holdingi znakomicie to rozegrały PR-owo. Mówię to z pewnym podziwem. Elementem naszej strategii było wprowadzenie tzw. klauzuli unikania opodatkowania. Dzięki niej fiskus może zajrzeć w księgi rachunkowe korporacji, wyłowić dziwne transakcje, które służą optymalizacji, i nakazać zapłatę podatku w normalnej wysokości. Napuszczono media, mały i średni biznes zaczął krzyczeć, że to będzie brzytwa w ręku głupiej małpy, czyli państwa. Ministerstwo, niestety, nie potrafiło rozsądnie przeciwstawić się tej propagandzie. Tłumaczyłem Krajowej Izbie Gospodarczej zrzeszającej polski biznes: „To jest brzytwa na holdingi międzynarodowe, a nie na was!”. Trochę się udało ich przekonać, więc opór zelżał, no ale zbliżały się już wybory i nic z tego nie wyszło.
Naszą strategię – tzw. tarczę podatkową – pokazaliśmy posłom. Bardzo byli poruszeni, że budżet tyle pieniędzy traci: „Skandal!”, „Trzeba coś z tym zrobić!” itd. Po czym nikt się de facto tym nie zainteresował. Niech pan sobie wyobrazi, że po tej całej prezentacji dla posłów dostałem tylko jeden telefon – z ambasady jednego z sąsiednich krajów. Próbowali mnie ściągnąć do siebie, żebym doradzał ministrowi finansów.
No ale coś się panu w Polsce udało? – Nie bardzo. Moim jedynym sukcesem jest to, że wyciągnąłem problem spod dywanu. Parę lat temu polscy politycy o tym nawet nie mówili.
Nie wiedzieli? – Wiedzieli. Tylko jak się zaczyna o czymś mówić, to pojawia się problem: „No ale co z tym robicie?!” – pytają dziennikarze. A ponieważ nie mamy w administracji specjalistów od optymalizacji podatkowej i nie bardzo wiadomo, co robić, to politycy woleli siedzieć cicho. Mówiono sporo o karuzelach VAT – czyli działalności przestępczej – bo z tym lepiej, gorzej, ale jakoś sobie umiemy radzić. Natomiast jeśli chodzi o opodatkowanie korporacji, to problem nie został ruszony.
PiS coś zrobił? – Wprowadził klauzulę unikania opodatkowania, która została po poprzednim rządzie.
Zadzwonili do pana? – Zadzwonili. Zaproponowali dalszą pracę w Radzie ds. Przeciwdziałania Unikaniu Opodatkowania. Ale po roku zrezygnowałem.
Dlaczego? – Bo wymiana kadr nie jest sposobem na walkę z unikaniem opodatkowania. Dużo niezłych urzędników z Ministerstwa Finansów odeszło do firm doradczych. Tymczasem uszczelnianie systemu trzeba robić czyimiś rękami. Najlepiej ludzi doświadczonych. Nawet najbardziej zdeterminowany minister sam tego nie dokona.
Ekonomista Thomas Piketty pisze tak: „Na poziomie światowym saldo finansowe jest ujemne. Jest to logicznie niemożliwe, o ile nie znajdujemy się w posiadaniu planety Mars”. O co chodzi z tym Marsem? – O to, że pieniądze znikają w czarnej dziurze. Na przykład amerykański bank centralny wpuszcza do obiegu finansowego 100 mld dol., a po roku z tych pieniędzy w obiegu zostaje tylko 80. Reszta znika.
Gdzie? – W rajach. Bardzo łatwo transferować dochody poza jakiekolwiek systemy rejestrujące. Do państw w Afryce, Azji, które są poza systemami monitoringu. I nagle się okazuje, że wielka korporacja nie ma pieniędzy, pracuje pro publico bono.
Ile pieniędzy jest w tych rajach? – Nikt nie wie. Biliony.
Edward Lucas, publicysta „The Economist”, proponuje, żeby zamrozić aktywa w rajach podatkowych, zlicytować je, a zyski przekazać do budżetów państw. Pisze tak: „Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że przyjdzie mi napaść kiedyś tak ostro na prawo własności, ale jeżeli nie przywołamy do porządku plutokracji, możemy ocknąć się wkrótce w świecie nowego bolszewizmu”. – Mocne. Proszę zwrócić uwagę, że napisał to publicysta bardzo prorynkowej gazety. Brak realnych działań ze strony państw powoduje, że w powietrzu zaczynają fruwać pomysły radykalne. To zrozumiałe. Ludzie, którzy do tej pory myśleli w kategoriach liberalizmu rynkowego, zaczynają mówić: „W biały dzień widać to złodziejstwo, nie można tak dalej”. I społeczeństwa też zaczynają się uskrajniać, jak widzą te skandale.
A pomysł Lucasa, żeby raje podatkowe zlicytować? – Chciałbym, żeby to było możliwe. Ale to nierealne. „Święte prawo własności” itd.
To jak? – Już mówiłem – najbardziej skuteczne byłoby wspólne działanie całej Unii. Jest wielu ludzi, wiele środowisk i wiele państw, którym naprawdę na tym zależy. Cała Europa nie jest jeszcze zainfekowana. Niemcy nie są. Wielka Brytania nie była. Hiszpania walczyła z oszustwami podatkowymi, mimo że dotykały rodziny królewskiej. Kraje skandynawskie – z pewnymi wyjątkami – też zachowują się uczciwie. Wciąż dużo siły jest po tej dobrej stronie.
Rządy będą czuły coraz silniejszy nacisk społeczeństw. Jeszcze parę lat temu, gdy próbowałem z polskimi ekonomistami o problemie rozmawiać, słyszałem: „Holdingi podatków nie płacą? To są jakieś populistyczne opowiastki”. Gdybym nie zajmował się tym jako profesor i nie miał wielu lat doświadczeń zdobytych na Zachodzie, toby tutaj wariata ze mnie zrobili. Dziś klimat przyzwolenia znika, również w Polsce. Obywatele mają dość tego, że holdingi uprawiają jazdę na gapę. Mały i średni biznes też zaczyna rozumieć, że jest ofiarą tych praktyk. Albo klasa polityczna sobie z tym problemem poradzi, albo będzie musiała odejść. Bo puste budżety nie napełnią się same.
CV Dominik Gajewski – prawnik, ekonomista, kierownik Centrum Analiz i Studiów Podatkowych Szkoły Głównej Handlowej. Autor kilku książek na temat unikania opodatkowania przez międzynarodowe koncerny. W marcu tego roku współorganizował w SGH konferencję „Międzynarodowe unikanie opodatkowania a bezpieczeństwo państwa”, której „Wyborcza” była patronem medialnym
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


DziemianyNet - YouTube PLAŻA STOGI NIE DO LIKWIDACJI - MIESZKAŃCY GDAŃSKA PROTESTUJĄ TAM! Komunikacja wewnętrzna w LEX Kontrola Zarządcza TvZG.pl - Wysłali PITy w kosmos Samorządy odc. 8 - Co może marszałek województwa

Golecki: Jestem przeciwny likwidacji urzędu Rzecznika ...

  1. DziemianyNet - YouTube
  2. PLAŻA STOGI NIE DO LIKWIDACJI - MIESZKAŃCY GDAŃSKA PROTESTUJĄ TAM!
  3. Komunikacja wewnętrzna w LEX Kontrola Zarządcza
  4. TvZG.pl - Wysłali PITy w kosmos
  5. Samorządy odc. 8 - Co może marszałek województwa
  6. Spotkanie w UMiG w sprawie likwidacji szpitala w Bogatyni [www.e-Bogatynia.pl]

W czwartek 12 kwietnia 2018 o kolo godz 14-tej na PLAŻY STOGI pojawili się Radni Dzielnicy STOGI i jej mieszkańcy oraz ...ekipa TVP Gdańsk.Obecna też była pa... Moduł Komunikaty w LEX Kontrola Zarządcza ułatwia wymianę informacji pomiędzy pracownikami a kierownictwem urzędu. Np. o nowych zarządzeniach wewnętrznych. W ten sposób zapobiegasz ... Skip navigation Sign in. Search Dziś po południu odbyło się zapowiadane wcześniej spotkanie pracowników SP ZOZ w Bogatyni z przedstawicielami urzędu miasta. Wbrew zapowiedziom na spotkanie nie zjawiła się ani dyrektor ... Dzięki likwidacji urzędu wojewody odzyskamy dla samorządu m.in. edukację. To marszałek będzie mianował kuratora oświaty, i to marszałek będzie musiał również realizować powierzone mu ... A co gdyby formularze PIT zamiast do Urzędu Skarbowego wysyłać w kosmos? Na taki pomysł wpadli, przedstawiciele środowisk prawicowych i wolnorynkowych, które od lat domagają się likwidacji ...